Wspomnienie o dr Wojciechu Stankiewiczu

Date:

Share post:

WSPOMNIENIA

Jerzy Tokaj

/

Doktor Wojciech Stankiewicz był założycielem i twórcą oraz przez wiele lat Ordynatorem Oddziału Dziennego 4, który rozpoczął działalność w 1976 roku na terenie Neurologiczno-Psychiatrycznego ZOZ w Gdańsku – obecnie Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego im. Prof. Tadeusza Bilikiewicza, popularnie zwanego „Srebrzyskiem”. Utworzenie oddziału dziennego, w którym stosowano psychoterapię grupową i indywidualną w regionie, gdzie dominowało biologiczne podejście do chorób i zaburzeń psychicznych, już samo w sobie nie było łatwym przedsięwzięciem.

Doktor Stankiewicz zainicjował i stworzył koncepcję terapeutyczną oddziału inspirując się podejściem „Gestalt”. Przetłumaczył podręcznik Fritza Perlsa, a także wiele artykułów, które były podstawą do praktycznego stosowania opisanych w nich technik terapeutycznych. Zaprenumerował „American Journal of Psychoterapy’’, którego artykuły czytał, tłumaczył, a następnie omawiał z nami na zebraniach zespołu. W oparciu o te materiały i własne doświadczenia, przy współudziale zespołu, dr Stankiewicz wypracował oryginalne podejście do pracy z pacjentami z rozpoznaniem nerwicy lękowej z napadami paniki. Była to najpierw praca nad objawami pacjenta w oparciu o techniki terapii behawioralnej, a potem – gdy była taka potrzeba – nad wglądem w psychologiczne mechanizmy ich powstawania. Wydaje się, że jako jeden z nielicznych lekarzy w naszym regionie poznał mechanizm i skutki hiperwentylacji, co umożliwiło wielu pacjentom zrozumienie, jak powstają ich objawy i przerywało ciąg wielokrotnych wizyt na oddziałach ratunkowych i w gabinetach lekarskich.

Wojtek mawiał, że terapia umożliwiająca radzenie sobie przez pacjenta z objawami jest „hakiem”, który dopomoże w uzyskaniu motywacji do psychoterapii nastawionej na uświadomienie i wgląd.

Pamiętam, że gdy wpadałem w zbytni zachwyt nad tym jak idzie praca w grupie, stwierdził: „ważna jest też pokora terapeuty”. Gdy zbyt przejmowałem się tym, jak przebiegła pierwsza sesja indywidualna, powiedział: „co ty się przejmujesz, może był tak napięty, że nic nie słyszał i widział tylko, że ci się broda rusza”. Gdy zauważył nasze zbytnie zauroczenia nowymi trendami i teoriami, proponował, abyśmy czytali „Sens i nonsens w psychologii” Eysencka oraz przypomniał o tym, jak Wilhelm Reich od wielu słusznych odkryć w terapii, doszedł w końcu do koncepcji istnienia „energii orgonalnej” ściąganej z Kosmosu!

Wprawdzie dr Stankiewicz od czasu do czasu komentował ironicznie wypowiedzi psychologów, którzy mówili o własnym rozwoju: ”nie rozumiem dlaczego psychologowie chcą ciągle rozwijać siebie, a nie swoich pacjentów”, ale kilka osób, które rozpoczęły u niego pracę w latach 80. pojechało na trwające trzy miesiące szkolenia na Oddziale Terapii i Rozwoju Osobowości Warszawie, które polegało na udziale w grupie terapeutycznej jako uczestnik (czyli terapii własnej).

Na pewno zależało mu na ciągłości i kompleksowości funkcjonowania zespołu i Oddziału. Pamiętam, że zapytał mnie w pierwszych miesiącach pracy, czy moje plany życiowe wiążą się z pozostaniem na dłużej w Trójmieście. Zdawał sobie sprawę, że nasze wynagrodzenia w latach upadającego wówczas ustroju nie były wystarczające, więc niektórzy z nas otrzymywali zgodę na kilkumiesięczne wyjazdy zarobkowe na tzw. Zachód. Przez lata funkcjonowania Oddziału „stażowało” w nim lub pracowało wielu młodych lekarzy, psychologów, psychoterapeutów, terapeutów zajęciowych, muzykoterapeutów. Po kilku latach, na oddziale, oprócz grupowej i indywidualnej psychoterapii nerwic, prowadzona była także terapia grupowa i indywidualna pacjentów z rozpoznaniem psychoz. Organizowane były maratony terapeutyczne, od których zaczynała się grupowa psychoterapia w przychodni funkcjonującej przy oddziale. Prowadzono też obozy terapeutyczne dla pacjentów z rozpoznaniem psychoz.

Kiedy w latach 1997/98 nie mogliśmy już dłużej prowadzić grupy terapeutycznej dla pacjentów cierpiących na psychozy w ramach ambulatorium przy oddziale, Wojtek zgodził się, aby nowo powstałe, na bazie tej grupy, Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Kryzysami Psychicznymi „Przyjazna Dłoń” mogło korzystać z pomieszczeń Oddziału Dziennego. Była to pierwsza organizacja pozarządowa tego typu w naszym regionie, a w zarządzie znaleźli się zarówno pacjenci, ich rodziny, jak i profesjonaliści. Będąc wtedy zastępcą dyrektora do spraw lecznictwa, dr Stankiewicz wspierał powstanie Stowarzyszenia, między innymi poprosił prawnika obsługującego Szpital o pomoc w zredagowaniu statutu stowarzyszenia.

Dr Wojciech Stankiewicz przyczynił się do rozwoju psychiatrii środowiskowej w naszym regionie. Zainicjował stworzenie Centrum Rehabilitacji dla pacjentów przebywających w szpitalu, które odwiedzali także byli pacjenci szpitala. Wytrwale, przełamując opory personelu, zachęcał do prowadzenia psychoedukacji na naszym oddziale i oddziałach stacjonarnych szpitala.

Wojtek nigdy nie zabiegał zbytnio o rozgłos, może przez wrodzoną skromność, może z powodu nieśmiałości i ciągłego poczucia, że to, co robi/robimy, nie jest jeszcze wystarczająco dobre. Czasami tego żałował. Ubolewał nad tym, że nie kontynuowaliśmy, podjętych we współpracy z Kliniką Psychiatrii w Krakowie, prób dokumentowania i badania efektów prowadzonej przez nas terapii. Myślę, że bardziej koncentrował się na tym, jak dobrze i skutecznie pracować, niż na robieniu kariery. Gdy dostał propozycję stanowiska dyrektora do spraw lecznictwa rozmawiał z nami, co o tym myślimy i jaki to będzie miało wpływ na funkcjonowanie oddziału.

Był człowiekiem o dużej kulturze osobistej. Gdy wybrzmiewały między nami różnice w osobowości, w podejściu do pracy terapeutycznej, godził się na dużą dowolność, stawiał na samodzielność w pracy. Potrafił jednak ostro reagować, gdy chodziło o przekraczanie zasad etyki zawodowej. Miał dystans do siebie i innych. Nie lubił pozoranctwa i braku zaangażowania. Potrafił za niedostosowaniem i „dziwacznością” zachowania pacjenta zobaczyć jego dramat. Umiał, poprzez nawiązanie ciepłej i profesjonalnej jednocześnie relacji z pacjentem, wzbudzić zaufanie i inspirować do wzięcia odpowiedzialności za proces zdrowienia. Wiem, że wielu byłych pacjentów szukało kontaktu z nim i z oddziałem, gdy przeżywali sytuacje kryzysowe związane z wchodzeniem w kolejne fazy życia. Myślę, że przyczynił się swoją pracą do pozytywnych zmian w życiu bardzo wielu osób, które nadal dopytują się o niego w miejscach, w których pracował.

Chcąc ocieplić i pogłębić nasze relacje w zespole, Wojtek podjął pewne ryzyko, wchodząc z nami (dużo młodszymi osobami) w relacje towarzyskie. Zaowocowało to kilkoma sympatycznymi biesiadami z muzyką na żywo, śpiewem i tańcami. Znosił też z cierpliwością nasze niedomagania w prowadzeniu dokumentacji i przerosty ambicji. Zachował na długo żywość umysłu, poczucie humoru, dlatego ze smutkiem patrzyłem jak gasł coraz bardziej po śmierci żony Żeni.

Był moim pierwszym i ostatnim szefem. I przyjacielem. Obaj wierzymy, że życie nie kończy się wraz ze śmiercią, dlatego przypomnę słowa, które wypowiedziałem nad Jego grobem: Wojtku, nie mówię żegnaj, lecz do zobaczenia.

/

CZYTAJ RÓWNIEŻ

ZAMÓW PRENUMERATĘ

spot_img

OSTATNIO DODANE

Relacja z konferencji „Nowe standardy leczenia w psychiatrii”

Zobacz krótki film oraz fotorelację z konferencji "Nowe standardy leczenia w psychiatrii" zorganizowanej przez Centrum Terapii Dialog, której...

Rezolucja I Konferencji Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Środowiskowej „Jakiej psychiatrii potrzebujemy?”

Jako uczestnicy I Konferencji Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Środowiskowej jesteśmy przekonani, że podstawą planowania i wprowadzania działań związanych z...

Jakiej psychiatrii potrzebujemy?

I Konferencja Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Środowiskowej (PTPŚ) Artur Kochański W dniach 9 i 10 września 2022 roku odbyła się w...

Znaczenie radości w psychoterapii

Ryszard Praszkier | Uniwersytet Warszawski, Instytut Studiów Społecznych, emeritus I Konferencja Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Środowiskowej (9-10 września 2022) poświęciła jedno...