(w Polsce)

100 LAT PTP

Bogdan de Barbaro

|Psychiatra/psychoterapeuta

Historia ich związku jest długa, a przyjaźń pełna wzlotów i upadków. Na I Zjeździe Neurologów, Psychiatrów i Psychologów Polskich, jaki odbył się w dniach 11-13 października 1909 roku w Warszawie, Tadeusz Jaroszyński (1880-1933) wygłosił odczyt zatytułowany „W sprawie psychoterapii”. A trzy lata później, w Krakowie, w czasie II Zjazdu, jednym z głównych tematów obrad była psychoanaliza.

Obie panie deklarowały i deklarują życzliwość i wzajemny szacunek. Idee medycyny holistycznej oraz modelu bio-psycho-społecznego są popularne, przynajmniej w uwagach wstępnych podręczników psychiatrii oraz w oficjalnych wystąpieniach prominentnych psychiatrów i psychoterapeutów.

Jednak, gdyby dokładniej przyjrzeć się dziejom ich związku, to wiele jest tam okresów, kiedy dominowała niechęć, a nawet skłonność do unieważniania. Nie bez znaczenia były tu tzw. uwarunkowania zewnętrzne. W latach stalinizmu psychoterapia była traktowana jako ideologia burżuazyjna. Dopiero na XXVI Zjeździe Naukowym Psychiatrów Polskich w Szczecinie w 1959 roku ponownie pojawiła się psychoterapia: Antoni Kępiński i Stefan Leder swoje wystąpienie poświęcili stosowaniu psychoterapii grupowej w leczeniu osób z zaburzeniami psychicznymi.

Trzeba przyznać, że ich związek jest niełatwy z wielu przyczyn. Bo wprawdzie mają wielu wspólnych przodków (od Zygmunta Freuda i Carla Gustava Junga poczynając), ale wątek rywalizacyjny często stawał się przyczyną nie tylko sporów, ale wręcz kryzysów w relacji. Każda z nich uważała – a kto wie, czy nadal tak nie myśli, że jest ważniejsza i mądrzejsza. Paradygmat przyrodoznawczy obowiązujący w medycynie i paradygmat humanistyczny obowiązujący w psychologii oraz związane z tymi paradygmatami obszary zainteresowań stawiają z natury rzeczy w opozycji naukę o mózgu i naukę o umyśle. Nad pytaniem, jak opisać związek między mózgiem a umysłem głowią się filozofowie.

Dodatkowo na napięcie między nimi ma wpływ ich indywidualny, chciałoby się rzec – osobisty, rozwój. Psychiatrami są lekarze, a przecież, jak pisze w Rytmie Życia Antoni Kępiński „Od pierwszego roku studiów student medycyny uczy się traktować człowieka jak przedmiot obiektywnego skrupulatnego badania, w którym najmniejszy cień subiektywizmu jest wykluczony. Przeszedłszy przez prosektoria i różnego rodzaju pracownie może on w ogóle zapomnieć, że przedmiot jego badań jest nie tylko przedmiotem, ale też podmiotem, że badając pacjenta jest sam przez niego badany”. I wprawdzie w czasie zdobywania specjalizacji z psychiatrii jego uwaga zostaje przekierowana na to, co subiektywne w osobie pacjenta, jednak ów przyrodoznawczy imprinting w wielu psychiatrach jest mocno obecny.

Ostatnio pojawiły się okoliczności uzasadniające nadzieję, że ich przyjaźń będzie mniej szorstka i będzie więcej obustronnie satysfakcjonujących sytuacji. Pojawiły się swego rodzaju mosty, sprzyjające ich wzajemnej empatii. Rozwój neurobiologii tworzy fundament integrowania wiedzy o mózgu z wiedzą o umyśle. Są już pierwsze jaskółki tego nowego etapu ich związku. Rozwija się, chociaż nie bez trudności, współpraca wielu stowarzyszeń psychoterapeutycznych, między innymi Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, Sekcji Naukowej Terapii Rodzin Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, Polskiej Rady Psychoterapii oraz Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej.

A gdy w tym związku pojawiają się kolejne napięcia, o które przecież nie jest trudno, jak w każdym silnym związku, wtedy sobie obie panie przypominają, że żyć bez siebie nie potrafią, a może nawet nie chcą. Pisze Antoni Kępiński: „Każdy lekarz, chcąc nie chcąc, jest lepszym lub gorszym psychoterapeutą”.