TEORIA I PRAKTYKA

Roman Pomianowski

Karać czy leczyć – w poszukiwaniu modelu pomocy osobom zadłużonym

Zagrożenie chronicznym zadłużaniem się nabiera szczególnej wagi w czasie pandemii oraz tym, co po niej nastąpi. Problem ryzykownego zadłużenia ma złożoną etiologię oraz dynamikę, co starałem się to przedstawić w pierwszych trzech częściach cyklu „Chorzy, czy nieodpowiedzialni?” opublikowanych w poprzednich wydaniach kwartalnika Psychiatra (numery 30, 31 i 32).

Popadaniu w spirale zadłużenia sprzyjają okoliczności zewnętrzne – życiowe, np. sytuacja ekonomiczna, finansowa, zawodowa, socjalno-rodzinna osoby zagrożonej, z drugiej strony czynnikiem ryzyka są indywidualne właściwości osoby. Choć trudno jednoznacznie przesądzić, czy skłonność do patologicznego zadłużania się można traktować w kategoriach zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, nowego rodzaju uzależnienia tzw. behawioralnego, czy specyficznego stylu życia, z całą pewnością analizę problemu warto kontynuować, poszukując użytecznych rozwiązań, form pomocy.

Zadłużenia i pandemia

Pandemia, wywołując globalny kryzys zagrożenia życia całych społeczeństw, ma wiele płaszczyzn i liczne, także odległe konsekwencje. Powodując poważne skutki dla gospodarki, nieuchronnie będzie też miała negatywny wpływ na poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego przeciętnego człowieka. Obecnie prowadzone analizy wskazują na efekt opóźnionej fali postpandemijnego kryzysu finansów osobistych – może nawet „zadłużeniowego tsunami”. W Polsce sprzyjają temu generalnie niskie płace oraz powszechny brak oszczędności obywateli, których pandemia częstokroć pozbawiła do reszty rezerw finansowych. O narastaniu fali problemu świadczyć może stale rosnąca liczba wniosków o ogłoszenie upadłości konsumenckiej[1], a to tylko przysłowiowy „wierzchołek góry lodowej”, wyłaniający się z pewnym opóźnieniem.

Pandemia to jednak przede wszystkim poważne zagrożenie dla życia, zdrowia oraz kondycji psychicznej. Psychologiczne skutki pandemii mogą dotyczyć konsekwencji przewlekłego stresu, wynikającego np. z realnego zagrożenia zakażeniem i śmiercią, izolacji i licznych restrykcji. Istotny wzrost liczby zgonów spowodowanych Covid radykalnie zwiększył grupę osób doświadczających żałoby.

Pandemia wymusiła liczne zmiany stylu życia – izolacja społeczna, nauka, praca on-line. Dla licznych przedstawicieli służb ratunkowych, porządkowych, ochrony zdrowia, porządku publicznego oraz pośrednio związanych z przeciwdziałaniem pandemii, to okres heroicznego wręcz wysiłku, pracy w poczuciu zagrożenia, niepewności.

Doświadczenie pandemii to nie tylko wielomiesięczny stres, to także trwająca od wielu miesięcy sytuacja poważnego ograniczenia swobody, autonomii osobistej, wpływu, decydowania o sobie i swoim życiu. W psychologii sytuację taką określa się mianem „treningu bezradności”, czyli okoliczności, w których tracimy kontrolę nad ważnymi aspektami własnego życia czy życiem w ogóle. W tym kontekście utrata kontroli nad osobistymi finansami w sytuacji poważnego zadłużenia sprzyja pojawianiu się licznych i nasilonych symptomów wyuczonej bezradności dłużniczej. Konsekwencją zmagania się z nierozwiązywalnymi problemami jest tzw. „syndrom wyuczonej bezradności” – zespół zaburzeń funkcjonowania, który przybierać może bardzo różne postacie[2]. Powstałe deficyty bezradności dotyczą wszystkich sfer funkcjonowania człowieka. Zakłócenia poznawcze dotyczyć mogą trudności w koncentracji uwagi, problemów z zapamiętywaniem, kojarzeniem, uczeniem się. W sferze emocjonalnej pojawia się przygnębienie, zobojętnienie, bierność, apatia. Osoby bezradne tracą zainteresowanie oraz radość życia. Zmaganie się z nierozwiązywalnymi problemami (np. kolejnymi falami pandemii), nie tylko wyczerpuje siły i zasoby – doprowadza do zaniku motywacji, szczególnie wewnętrznej. Brak postępu w radzeniu sobie, często też perspektyw na przyszłość zahamowuje rozwój, kreatywność. Ludzie doświadczający bezradności jakby zatrzymują się, a nawet cofają się w rozwoju, schodzą do poziomu rutynowych zachowań nawykowych, funkcjonują schematycznie, np. powtarzając te same strategie działania, także stare błędy.

Wyzwania w pomaganiu

Wszystkie te okoliczności stawiają przed nami, osobami świadczącymi pomoc, ogromne wyzwania. Mierzenia się z biernością zadłużonych klientów, wręcz oporem, skłonnościami do zaprzeczania, ukrywania problemów lub ich życzeniowego racjonalizowania. Trudny jest nie tylko brak motywacji do zmierzenia się z problemami finansowymi, konsekwencji w działaniu, skłonnością do działań chwilowych, tzw. „słomianego zapału”. U wielu klientów, którzy zwrócili się o pomoc – najczęściej zostali przyprowadzenie przez bliskich – pierwszym co rzuca się w oczy jest poczucie beznadziei, przerażenie, wstyd i poczucie winy, któremu nierzadko towarzyszy poczucie krzywdy. To prawdziwa mieszanka wybuchowa sprzyjająca bardziej ucieczce, próbie ukrycia się, zniknięcia (włącznie z przeżywaniem myśli samobójczych), niż konstruktywnemu działaniu. Poczucie bycia oszukanym, wykorzystanym – ofiarom nieuczciwości, może i naiwności rodzi złość, często wyrażającą się zachowaniami agresywnymi bądź przyjęciem postawy roszczeniowej.

Wobec tak złożonego problemu, jakim jest pomoc osobom zadłużonym, trudno oczekiwać prostych, łatwych, bezbolesnych rozwiązań. To ważne podkreślenie, gdyż tak sami zadłużeni, jak i ich otoczenie oczekuje właśnie takich prostych recept/rozwiązań. Gorzej, że obietnice takich „cudownych sposobów” pojawiają się ciągle w mediach, wypowiedziach polityków, np. w kontekście upadłości konsumenckiej. Problem jest jednak bardziej złożony i jeśli ktoś uczciwie i odpowiedzialnie podchodzi do sprawy, nie może składać obietnic bez pokrycia – kłamać nawet w dobrej wierze dla podtrzymania na duchu osoby doświadczającej poważnego kryzysu czy wzbudzenia w niej motywacji do działania.

Zasadniczy problem z określeniem choćby kierunków, w jakich powinny iść działania pomocowe adresowane do osób chronicznie zadłużonych wynika z faktu, że ciągle za nierozstrzygnięty uznać należy dylemat zawarty w tytule cyklu tekstów poświęconych zadłużeniu „chorzy, czy nieodpowiedzialni?” (Psychiatra nr 30, 31 i 32).

Leczyć czy karać?

Pytanie nader teoretyczne zważywszy skalę problemu[3] oraz przerażający/przytłaczający obraz szkód powodowanych sytuacją poważnego zadłużenia (według niektórych autorów to główna przyczyna 1/3 rozwodów, 1/5 wszystkich zamachów i zgonów samobójczych i wielu innych osobistych i rodzinnych tragedii).

Poszukując odpowiedzi na powyższe pytanie, należy, postulując potrzebę systematycznych i pogłębionych badań zjawiska, podjąć próbę integracji wiedzy, którą już posiadamy.

Czerpiąc z różnych źródeł wiedzy i doświadczenia należy przyjąć jakieś/pewne założenia wyjściowe:

– problem zadłużenia należy traktować interdyscyplinarnie, bowiem w sytuacji niewypłacalności nawarstwiają się i przenikają różnorodne problemy: finansowe, ekonomiczne, prawne, psychologiczne, w relacjach z bliskimi, a w wielu przypadkach dochodzą dodatkowo problemy z obszaru ochrony zdrowia psychicznego (w tym zagrożenia dla efektywności leczenia psychiatrycznego czy terapii odwykowej – efekt „zadłużeniowego tsunami”)[4]/;

– konieczne jest podejście systemowe uwzględniające potrzeby wszystkich interesariuszy sytuacji problemowej jaką tworzy zadłużenie. Kluczowe są tu potrzeby osoby zadłużonej i jej bliskich, nie można jednak pomijać sytuacji wierzyciela (w końcu to on nie otrzymuje swoich pieniędzy). Nie można też pomijać szerszego otoczenia – tzw. ogół społeczeństwa, bo to ono w ostateczności ponosi liczne koszty zadłużenia, np. pomocy społecznej, leczenia osób zadłużonych i wielu innych.

Nadzieję na stopniowe wychodzenie z tradycyjnie typowo konfliktowej relacji wierzyciel-dłużnik opartej na wywieraniu presji w sytuacji braku równowagi sił (wierzyciel zawsze jest silniejszy) budzi stopniowe upowszechnianie się strategii polubownego rozwiązywania sporu o zapłatę. Wyższa efektywność podejścia prougodowego, wspierana pozasądowymi narzędziami rozwiązywania konfliktów (np. mediacji) potwierdza w praktyce wyższość tzw. „języka korzyści” nad językiem konfrontacji, a proces wychodzenia z zadłużenia czyni bardziej ludzkim;

– sytuacja każdej konkretnej osoby zadłużonej jest inna. Mimo podobieństwa schematów popadania w niewypłacalność, doświadczenie radzenia sobie z zadłużeniem jest subiektywne i osobiste. Z tego powodu zasadę zindywidualizowanego podejścia do pomocy osobom zadłużonym traktować należy jako absolutnie fundamentalną.

Przyjmując powyższe założenia jako punkt wyjścia do planowania strategii pomocy i wsparcia osobom zadłużonym trzeba/należy określić cel działań. Gdyby zadłużenie traktować jako chorobę sprawa byłaby dość prosta – pomóc w wyzdrowieniu, czy choć osłabieniu symptomów choroby, zmniejszyć cierpienie, poprawić jakość życia.

Zadłużenie jako wadliwa adaptacja

W prezentowanym tu podejściu nie traktuję osób zadłużonych jako chorych wymagających leczenia czy terapii psychologicznej. Zebrane wieloletnie już doświadczenie skłania mnie do rekomendowania podejścia nawiązującego do teorii wadliwej adaptacji Santona Peele, który dla opisu zachowań nałogowych odwołuje się do mechanizmów wadliwej adaptacji (Peele 1987)[5]. Jeżeli w oryginalnym tekście autora zastąpić słowo uzależnienie określeniem zadłużenie, to okaże się że:

Zadłużenie stanowi obszar o szczególnie dużym prawdopodobieństwie „ucieczki od wolności”. Wszystkie dane wskazują na to, że zadłużenie jest stylem życia, sposobem radzenia sobie ze światem i samym sobą, sposobem interpretowania swoich doświadczeń, łącznie z doświadczeniami wywołanymi przez zadłużenie(Peele 1987 w s.64, za Dodziuk, (1992).

Peele proponuje kryteria zakwalifikowania danych zachowań jako nałogowych, wymieniając ich następujące cechy:

  1. Zadłużenie stanowi kontinuum – dana osoba może być mniej lub bardziej zadłużona, o czym decyduje fakt, do jakiego stopnia ta okoliczność panuje nad jej życiem;
  2. Zadłużenie odciąga jednostkę od pozostałych zajęć, sedno – to zawężenie pola życiowej aktywności aż do ograniczenia jej wyłącznie do zmagania się ze skutkami zadłużenia. Tylko jednostka może określić, jak wielką szkodę wyrządza jej to w życiu i dlatego tylko jednostka może ocenić stopień zadłużenia i zająć się nim;
  3. Zadłużenie nie jest przyjemnym doświadczeniem. Kolejne pożyczki (np. tzw. chwilówki”) eliminują cierpienie. Ofiary zadłużenia sięgają po kolejne pożyczki wtedy, kiedy pojawia się negatywna motywacja (strach, poczucie winy, lęk, złe samopoczucie) zmniejszana tymczasowo przez kolejną pożyczkę. A zatem każde kolejne pożyczki są akceptowalne, byle tylko przytępiły odczuwane cierpienie;
  4. Zadłużenie to niemożność wyboru, aby czegoś nie robić. To w istocie utrata kontroli nad czynnościami szkodliwymi lub takimi, które przestały być przyjemne. Peele podkreśla, że zachowaniem osoby zadłużonej kieruje wiele niekontrolowalnych motywów, które skłaniają ją do kontynuowania czynności aż do momentu, gdy już fizycznie nie jest w stanie jej podołać albo powstrzyma go jakaś siła zewnętrzna.

Utratę kontroli, uzależnienia Peele nie traktuje jednak jako defektu nieodwracalnego i podkreśla: „Wychodzenie z zadłużenia jest proste i jednocześnie niezwykle trudne. Nie ma żadnych tajemniczych środków ani mechanizmów poza przeorganizowaniem całych sfer życia i częściowymi zmianami wszystkich jego aspektów. Zatem wszystko, co zwiększa zdolność do radzenia sobie oraz wzbogaca egzystencję, jest najlepszą gwarancją, że nie pojawią się sytuacje sprzyjające nawrotom. Zresztą w ostatecznym rozrachunku zmaganie się z zadłużeniem jest niekończącym się procesem” (s. 79).

Przyjmując perspektywę błędnej, nieefektywnej adaptacji – „stylu życia” w ujęciu Peele, mogę przystąpić do omówienia wartych rekomendowania (moim zdaniem) kierunków oraz form pomocy i wsparcia. Żeby nie ryzykować omawiania teoretycznych założeń programów wsparcia skupię się na tych propozycjach, które znam z własnego zawodowego doświadczenia – będzie to więc omówienie wybiórcze i subiektywne.

Zacznę jednak od dość specyficznego doświadczenia zawodowego, które określiło istotnie mój osobisty sposób rozumienia, na czym w istocie powinno polegać pomaganie osobom, które w ostrym kryzysie mają prawo doświadczać silnego poczucia bezradności, z wszystkimi jego symptomami i konsekwencjami.

Wszystkie szczeble drabiny

W trakcie jednego ze spotkań warsztatowych uczestnik przedstawił swoją autentyczną i szczerą relację. Pracowaliśmy wówczas nad kwestią BEZRADNOŚCI niszczącej życie i BEZSILNOŚCI, od której rozpoczyna się zmiana na lepsze. Omówił on szczegółowo, jak w jego przypadku – doświadczając totalnej bezradności – uratował życie, uznając własną bezsilność. W ogromnym skrócie opisał następujące zdarzenie:

„(…) Wracałem późną nocą do domu, kompletnie pijany. Byłem już całkiem blisko, gdy nagle ziemia rozstąpiła się i wylądowałem w g… po czubek głowy. Otrzeźwiałem w ułamku sekundy, rozbita głowa, palący ból nogi. Kompletny szok, egipskie ciemności, wilgoć i smród nie do opisania. Ciasno jakoś i żadnych drzwi ani schodów. Szok, przerażenie, paraliżująca perspektywa piekielnej otchłani. Po chwili generalne odkrycie: w piekle jest ciepło i chyba nie ma gryzoni, a tu patrzy na mnie najprawdziwszy wystraszony szczur. (…) Ciągu dalszego można łatwo się domyślić: panika, desperacja; nie bacząc na ból zdzieranych paznokci, miotając się i wyjąc, rwałem się w górę. Oślizgłe ściany nie pozwalały uchwycić się niczego, kolejne szarpnięcia wzmagały tylko niemiłosierny odór. Po kilkunastu sekundach, po pierwszym zachłyśnięciu się grozą swego makabrycznego położenia, wróciła do mnie świadomość. Po pierwsze żyję, znalazłem się w szambie i nic już na to nie mogę poradzić. Trzeba stąd jakość wyjść i to możliwie jak najszybciej. Nie jestem ptakiem, nie mam pazurów, nie mam już sił. Trzeba odczekać, rozejrzeć się, zebrać myśli – czekać na pomoc. (…) Trzymając się kurczowo rury doczekałem ranka. Ledwie słyszalnym głosem zacząłem wołać pomocy. Nadeszła, nie tłumaczyłem sąsiadowi, co robię w szambie. Nie poszukiwałem winnych niezamkniętego włazu, zapamiętałem jedynie to uczucie: przestałem być bezradny, gdy uświadomiłem sobie bezsilność i pogodzony z faktami chciałem za wszelką cenę przetrwać ten koszmar i przeżyć”.

Wykorzystałem przytoczony przykład w trakcie spotkania zespołu terapeutycznego, zaproponowałem dyskusję na temat tego, jakiej pomocy potrzebuje człowiek, który znalazł się w koszmarnym kryzysie życiowym (wspomnianym „szambie”). Więcej – na co może liczyć w zależności od tego, na kogo trafi, to jest jaki „światopogląd zawodowy” będzie reprezentował „pomagacz” stojący nad włazem. Dyskusja okazała się bardzo interesująca.

Przedstawiciele różnych szkół zaproponują różne konwencje: analizę wczesnego dzieciństwa, omówienie krytycznych wydarzeń, rekonstrukcję systemu wartości, zbudowanie relacji terapeutycznej lub analizę fenomenologicznych aspektów położenia klienta, zdystansowanie się do problemu, zrelaksowanie się i kilka innych możliwości, które można sobie wyobrazić. Kiedy dopytałem autora opowieści, w jaki sposób sąsiad uratował mu życie – pomógł mu wyjść – chyba zrozumiałem istotę pomagania. Sąsiad nie filozofował, nie budował relacji – krzyknął jedynie: trzymaj się, biegnę po drabinę! I to było genialnie słuszne, a przy tym skuteczne. Nie wskakiwał do szamba, bo i po co – tonącemu mógł tylko zaszkodzić. Podał drabinę i towarzyszył w wychodzeniu – wspierał, ostrzegał, mobilizował, kiedy okazało się, że można się łatwo poślizgnąć i odpaść w dół. Stał tak długo, aż w końcu chwycił dłoń i pomógł pechowcowi wyjść na powierzchnię. Nie pytał, nie oceniał, nie pouczał – pomógł, bo podał drabinę i towarzyszył do końca.

Taki model moim zdaniem pasuje do tego, co staramy się robić pomagając zadłużonym: nie spłacimy ich długów, nie mamy cudownej różdżki, mamy chyba jednak drabinę. Drabina składać się musi z dwóch nóg – pierwsza to cała oferta tzw. pomocy profesjonalnej (prawnej, doradztwa finansowego, psychologicznego). Stopniowo uczymy się dopiero działania interdyscyplinarnego, brakuje ciągle fachowców o profilu kompetencji na tyle szerokim i kompleksowym, by ogarnąć i zaspokoić złożone problemy naszych zadłużonych klientów. Druga noga to wsparcie tzw. nieprofesjonalne, cenne, bo oparte na autentycznych relacjach emocjonalnych (np. naturalnych rodzinnych czy przyjacielskich) lub opartych na podobieństwie doświadczeń (czyli we wspólnotach samopomocowych). Istotą drabiny nie są jednak nogi, tylko szczeble, po których wspinamy się wzwyż. Na kursach BHP pada często podchwytliwe pytanie – ile szczebli musi mieć drabina, by mogła zostać dopuszczona do użytku. Odpowiedź jest dość oczywista – wszystkie!

Nasza drabina służąca wychodzeniu z „szamba zadłużenia” musi mieć dokładnie 12 szczebli, tak jak w Programie XII Kroków Wspólnoty Dłużników Anonimowych. Ale o tym będzie już w ostatniej części cyklu „Chorzy, czy nieodpowiedzialni?” w kolejnym numerze kwartalnika PSYCHIATRA.

Piśmiennictwo:

Kofta, M., Sędek, G. (1993). Wyuczona bezradność: Podejście informacyjne, [W:] Kofta, M. (red.), Psychologia aktywności: zaangażowanie sprawstwo, bezradność. Poznań: Nakom

Peele, S. (1992). Doświadczanie uzależnienia, [w:] Dodziuk, A. (red.) Wybrane spojrzenia na alkoholizm i jego leczenie Warszawa: IPZiT PTP.

Pomianowski, R. (2021) Wyuczona bezradność po ludzku. Wydawnictwo Naukowe Katedra Gdańsk – w druku

Seligman, M.E.P. (1993). Optymizmu można się nauczyć. Rodzina Media. Poznań.


[1]https://www.infor.pl/prawo/prawa-konsumenta/konsument-w-sadzie/5210070,Upadlosc-konsumencka-rosnie-liczba-wnioskow.html

[2] Opisany szeroko w literaturze np. Seligman 1993, Sędek i Kofta 1993, Pomianowski 2021

[3]Raport BIG Infomonitor: https://media.big.pl/informacje-prasowe/672708/raport-infodlug-im-gorzej-tym-lepiej-w-czasie-pandemii-w-zaleglosciach-prawie-bez-zmian

[4] Zadłużeniowe tsunami:http://programwsparcia.com/zadluzenie-uzaleznienie-zdrowie-psychiczne/

[5] Szerzej omówiona w poprzednim odcinku cyklu Chorzy czy nieodpowiedzialni Psychiatra nr 32