TRANSGRESJE

Marek Krzystanek

Od lat zbieram materiał do książki pt. „Rodzina jako nazwa patologii społecznej”. Jednym z jej objawów jest na przykład to, że żaden obcy człowiek nie powie ani nie zrobi drugiej osobie tego, co jest w stanie powiedzieć i zrobić jej członek jej rodziny. Większość osób, które przychodzą do mnie i opowiadają o braku powodów do szczęścia, często nazywanym depresją, to właśnie ofiary tej patologii. Materiał do tej książki ciągle się powiększa, ale pewnie jej nie wydam, chyba że wyjadę wcześniej na egzotyczną wyspę o niewymawialnej nazwie i nie będę się musiał tłumaczyć z niczego przed sądem lekarskim i cywilnym ani przed tłumami na ulicach miast.

Są jeszcze trzy inne patologie społeczne, o których opowiadam od lat studentom, tłumacząc im przywary natury ludzkiej, które szumnie nazywamy osobowością. Wspaniale, kiedy suma wad jest zaletą, problem jednak polega na tym, że kiedy taka oryginalność jest powszechna, staje się zwykła i nudna. Dodatkowo – te powszechne wady kserują się z pokolenia na pokolenie i wprowadzają cywilizację w bierny dryf po krawędzi przepaści. O samozagładzie piszą jednak wszyscy, nikt tego nie czyta i życie jest piękne.

Nie jest piękne. Jest prymitywne, zwierzęce, dzikie i bezwzględne. Handel przechrzczony na biznes i zysk są kryterium nadrzędnym; grupy interesów kierują polityką świata i jak powiedział mój przyjaciel poruszający się w świecie wielkiej finansjery – w biznesie nie ma zasad, jest tylko argument siły. Wiem, że wiedział co mówi, ale zawsze tak było i będzie – nic nowego pod słońcem.

Cywilizację zwaną też szumnie kulturą stworzyły trzy potrzeby zwierzęce, kierujące także życiem psów, świń i owiec (taksonomia Pink Floyd). Potrzeba bezpiecznego schronienia została podniesiona do rangi sztuki i architektury budynków, które zamiast przebijać niebo drapią niegroźnie chmury. Potrzeba jedzenia i picia zrodziły kuchnie świata, dumę każdego narodu, który wyróżnia się tym, że je na przykład pleśniejący ser, zgniłe (sic! vide: surströmming) lub surowe ryby albo pije taką czy inną postać bakteryjnych ekskrementów nazywanych górnolotnie dom Perignon albo Laphroaig. W istocie to po prostu potrzeba napełnienia żołądka i ewentualnie zostawienia sobie czegoś na jutro. No i seks – zwierzęca potrzeba reprodukcji podniesiona do poziomu niekończącego się kontredansa romansów, kto kocha, kogo zdradza dziś i z kim będzie jutro, w życiu, na scenie, filmie i na kartach książek. Czy nie stać nas na więcej? Stać – ale nam się nie chce.

Nicolo Machiavelli napisał w areszcie domowym, że człowiek w życiu kieruje się przeważnie niskimi instynktami, a ku dobru kieruje się tylko kiedy musi. Lenistwo, które jak siła grawitacji przywiązuje ludzi do stanu posiadania, forma szczęścia, które otumania i ogłupia. Czasem kryzys budzi człowieka albo społeczeństwo lub całą cywilizację, nie powodując jednak zmian, tylko prowadząc do większej polaryzacji postaw – człowiek wzbija się ponad zwierzę, ale i zwierzęcość w człowieku wyrodnieje ponad miarę; per saldo nic się nie zmienia, a potem wszystko szybko wraca do biologicznie uwarunkowanej normy. Problem polega na tym, że życie i przeżycie określane są tym samym słowem. Tymczasem to zwierzę w człowieku mówi: „po prostu przetrwaj”, a człowiek w zwierzęciu mówi „uwolnij się i zacznij żyć”, choć to bardziej szept zagłuszony przez ryk strachu.

Czym są te patologie społeczne stające na straży zastanego porządku?

Pierwszą jest niedojrzałość– nieumiejętność bazowania na własnych zasobach. Niezależność i indywidualizm nigdy nie były modne w naszym kręgu kultury, gdzie podporządkowanie różnej władzy i hierarchii w domu, pracy i państwie było i jest standardem. System taki preferował jednostki, które nie radzą sobie i potrzebują opieki państwa, instytucji czy rodziny. Niezależne jednostki zostawiałyby swoje stada, w których młodsi mają zajmować się starszymi i czekać na swoją kolej.

Druga plaga to niekompetencja. W Stanach jest powiedzenie, że na tym świecie nie ma ludzi kompetentnych, a ten kto połową tyłka siedzi na krześle kompetencji jest jednookim królem w królestwie ślepców.

Trzecią plagą jest ignorancja – odwieczny brak zainteresowania tajemnicą obecną w każdym oddechu życia, milczeniu światła i ciemnej materii.

Robić tylko tyle, żeby przetrwać czy więcej niż tyle żeby żyć? Ludzie dojrzali, kompetentni i wiedzący nie potrzebują innych, żeby przetrwać. To wędrujące gwiazdy plądrujące bezludne rubieże i zwiastujące katastrofę wszystkim bojącym się jutra. To dawcy płomieni pod wszystkie pożary historii. To odkrywcy, o których słuch i wid zaginął, ale to o nich rozmawiają w naszych snach bogowie.

Niedojrzałość, niekompetencja i ignorancja powstrzymują rozwój i transformację człowieka-zwierzęcia w człowieka-boga i zatrzymują go w fazie monoteistycznego egoizmu. To zwapniałe jajko jest jednak efemeryczną iluzją, hologramem podtrzymywanym strachem i złotymi szatami cesarza rządzącego tym plemieniem od tysiącleci. W istocie nic tam nie ma. Zgliszcza i kupka prochu – myśli, przekonania i słowa powtarzane bezmyślnie od pokoleń zasłaniane tradycją przed wiatrem, zapraszającym na otwarte łąki.

Po drugiej stronie egoistycznego zwierzęcia stoi pielgrzym wieczności, człowiek, który poznaje, uczy się siebie, świata i innych, łączy się z nimi w sztuce miłości, która stapia ze sobą jednostki (Rycina 1 i 2) i idzie w stronę nieśmiertelności, której nie zabierze już żaden bank, sąd ani kolejna pandemia strachu przypominająca o tym, jak ciążą kajdany i bolą kraty klatki ego. To królestwo nie z tego świata, ale czy ktoś jeszcze chce żyć w tym, który tak dobrze znamy?

Rycina 1. Miłość jako fenomen znikania iluzji utożsamiającej i otwarcia się na utożsamienie z archetypową reprezentacją przeciwnej płci psychicznej w jaźni (Rycina na podstawie: Krzystanek M. Fetysz stosunku płciowego – alchemia i miłość w psychologii głębi, Kowalczyk R. i Frankel A. (red), Piękno i Seks, Seks i Piękno, Termedia, Warszawa 2021, 67-78).

Rycina 2. Przekraczanie ego, czyli iluzji utożsamiającej dzięki dynamizmowi psychicznemu nazywanemu miłością najpierw w związku z drugim człowiekiem, a potem przez miłość do innych ludzi może transformować świadomość od bezrefleksyjnej świadomości ego do pełni świadomości wszystkiego, co kiedykolwiek zostało uświadomione (Rycina na podstawie: Krzystanek M. Fetysz stosunku płciowego – alchemia i miłość w psychologii głębi, Kowalczyk R. i Frankel A. (red), Piękno i Seks, Seks i Piękno, Termedia, Warszawa 2021, 67-78).