EAT ART

Michał Pierzgalski

Alessandro di Mariano di Vanni Filipepi, syn florenckiego mieszczanina, od wczesnych lat był nadzieją swojego ojca, wiedzę przyswajał szybko, jednak łatwo było zauważyć, że prawdziwą pasję przejawiał w kierunku rysunku i malarstwa. Cóż było począć, oddany pod opiekę ojca chrzestnego, złotnika nazwiskiem Botticelli, wkroczył szybko na ścieżkę prowadzącą do nieprzemijającej sławy.

Dziś po niemal 600 latach od dnia narodzin Sandro, znany pod przydomkiem Botticelli (Baryłka!) jest znany nie tylko pasjonatom sztuki. Dzięki intensywnie eksploatowanym obrazom alegorycznym (Primavera – Wiosna) i mitologicznym (Narodziny Wenus) w zasadzie wszyscy posiadający dostęp do świata mediów elektronicznych znają jego dzieła – o ile takie zapoznanie przez ekran bilboardu, telewizora czy laptopa możemy uznać za skuteczne.

Pewnie tych kilka zdań wystarczyło czytelnikowi do refleksji – zaraz, to periodyk o psychiatrii – nie o sztuce… dokąd więc ten tekst zmierza?

Już ponad rok trwająca pandemia niewątpliwie zmienia optykę. Wytrąceni z rutyny życia mamy szansę spojrzeć na wiele spraw z nowej perspektywy. Obszarem mojego zainteresowania jest otaczająca nas kultura wizualna i jej wpływ na życie codzienne oraz możliwy jej wpływ na samopoczucie na wszystkich.

Co tydzień mój telefon i ipad przypominają mi gdzie dziś buduje się w naszej świadomości gmach percepcji wizualnej. W ciągu nieco ponad 100 lat pokonaliśmy dystans od budowy doświadczenia wzrokowego okiem własnym, następnie okiem zapożyczonym przez medium filmu, wreszcie tym samym okiem przez medium serwisu internetowego. Niewątpliwą cechą tej wędrówki jest doświadczane przez każdego odbiorcę znaczne zwiększenie ilości przekazu oraz wymagane nim znaczne zwiększenie przerzutności uwagi. W skrajnym przypadku, patrząc na stronę główną ulubionego serwisu, nie mamy przed oczyma jednego lub trzech obrazów – tych komunikatów może być nawet kilkanaście w tym samym momencie.

Jakie są konsekwencje tej zmiany – zaryzykuję bez sprawdzania wyników wnikliwych badań, że pierwszym efektem jest naturalna dewaluacja siły oddziaływania obrazu, doświadczając zalewu bodźców wizualnych naturalnie musimy obniżać czułość odbioru… zresztą odbiór przez oko zapożyczone przyzwyczaja również do inflacji jakości, co jeszcze bardziej uzasadnia mniejszą uwagę towarzyszącą doświadczeniu patrzenia.

Czy mamy dostępne jakieś środki zaradcze by przeprowadzić rehabilitację naszego doświadczenia wzrokowego? Mamy w Polsce rzesze szczęściarzy, którzy mieszkając, przebywając na tak zwanej prowincji na co dzień mają do dyspozycji wspaniałego terapeutę jakim jest przyroda ze swoim światłem i krajobrazem. A co, jeśli zawsze otaczają nas szare betony miasta? 

Inną formą terapii może być odnalezienie obiektu do patrzenia. Takim obiektem może stać się niewątpliwie dzieło sztuki. To, że moje odkrycie nie jest pojedyncze i specjalnie odkrywcze przekonałem się podczas krótkiego odmrożenia restrykcji covidowych, kiedy w Muzeum Narodowym można było spotkać prawdziwe tłumy, a w dni darmowego wstępu kolejka pomimo wiatru i zimowego deszczu ciągnęła się aż do samych Alei Jerozolimskich (kto zna gmach muzeum musi przyznać, że to imponująca skala).

Co wyróżnia doświadczenie sztuki na tle innych doznań wzrokowych? Niewątpliwie tym czymś jest absorbujący naszą świadomość dialog dzieła sztuki będącego przetworzonym obrazem rzeczywistości, z tymże obrazem opartym o nasze doświadczenie codzienne. Dotyczy to zarówno samej percepcji wzrokowej, jak i wrażeń w warstwie informacyjnej zawartej w dziele.

Oczywiście inaczej będziemy odbierać abstrakcję taszystowską, a inaczej malarstwo akademickie, ale zawsze proces poznawczy będzie intrygował, ciekawił i pobudzał nasz mózg dając szansę na psycho-rehabilitację. Jedynym warunkiem jest byśmy pozwolili sobie patrzeć!

Mamy czas Wielkanocny tradycyjnie powiązany z powrotem życia po zimowym śnie (ta tradycja sięga głęboko czasów przedchrześcijańskich) dlatego szukałem wśród łatwo dostępnych polskiemu odbiorcy dzieł jakiegoś egzemplifikującego sobą wszystkie wrażenia, myśli i skojarzenia z nim związane.

Po cichu liczyłem, że ta propozycja będzie możliwa do natychmiastowej realizacji – niestety muzea znów zamknięto. Nie będzie tak jednak przecież zawsze.

Chciałbym Państwu gorąco polecić spotkanie z jednym z dwóch dostępnych w Polsce obrazów Sandra Botticellego „Madonna z Dzieciątkiem, świętym Janem Chrzcicielem i aniołem”, który można podziwiać w galerii sztuki europejskiej Muzeum Narodowego w Warszawie.

Obraz jest reprezentantem licznej grupy dzieł wpisanych w okrąg tzw. tondo, które w okresie dojrzałego renesansu cieszyły się wielkim powodzeniem. Wszak samo koło było utożsamiane z doskonałością i górowało nad wszystkimi „nieidealnymi” figurami geometrycznymi.

Nie posunę się teraz do opisu dzieła, choć byłbym w tym zgodny z duchem epoki jego powstania, gdy tzw. ekphrasis – czyli piękny literacki opis obrazu uważano za dowód literackiego kunsztu autora.

Nadmienię tylko, że jasna paleta barw rozjaśni przygnębienie, zamyślona Madonna z Jezusem na kolanach pozwoli nam wracać myślami do naturalnie drogiej każdemu z nas relacji matki i dziecka.

Nieprzypadkowo Caritas, którą symbolizują Matka i Syn Człowieczy jest obok wiary i nadziei jedną z trzech głównych cnot teologicznych. Zresztą pozostałe dwie przywołane również bez specjalnych intelektualnych gimnastyk odkryjemy w przesłaniu obrazu.

Wreszcie intrygująca „nadrzeczywistość” obrazu pozwalająca spojrzeć widzowi do świata idealnej boskiej, ponadczasowej rzeczywistości, z której błogosławi każdemu z Nas dzieciątko Jezus.

Przecież dziś wszyscy tego potrzebujemy – okna do innej lepszej rzeczywistości, miejsca gdzie dzieje się cud, a nie groza plagi. Dlatego zachęcam Was do wybrania się do Muzeum, kiedy tylko będzie to możliwe i pozwolenia sobie na cud nieskrępowanego patrzenia.

A Ci, którzy mają żyłkę odkrywcy będą mieć okazję zmierzyć się z interpretacją obrazu zarówno w całości, jak i w każdym z elementów w nim zawartych… jest wiele do odkrycia.

Korzystałem z:
Giorgio Vasari „Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów” w przekładzie Karola Estreichera Warszawa 1989.
Muzeum Narodowe w Warszawie – arcydzieła malarstwa praca zbiorowa Arkady 2017