STRONA PREZESA PTA

Tomasz Gabryelewicz

Niedawno natknąłem się na promocyjną ofertę: „Zestaw trzech Anielskich Kamertonów, które otwierają nas na Świat Aniołów. Są one oparte na serii nadtonów dziewiątej oktawy. Posiadają częstotliwość 4096 Hz, 4160 Hz i 4225 Hz, i stanowią doskonałe narzędzia do przywracania równowagi psychicznej i emocjonalnej oraz promowania duchowego podniesienia”. A może by tak skorzystać z promocji i ubogacić ofertę terapeutyczną?

Wiadomo, że muzyka może uaktywnić mózgowe ośrodki nagrody. Zwiększa się produkcja endorfin i poziom dopaminy. Muzyka może też działać kojąco, obniżając poziom hormonów stresu. Na poziomie fizjologicznym stwierdzono, że osoby bez wykształcenia muzycznego, które nie interesują się muzyką, odbierają ją prawą półkulą mózgu przy pomocy struktur odpowiedzialnych głównie za przetwarzanie prostych wrażeń słuchowych. Wiadomo, że osoby z wykształceniem muzycznym i melomani odbierają muzykę również półkulą lewą, co pozwala na odbiór bardziej analityczny i głębszy. Następstwem uszkodzenia struktur mózgowych, szczególnie w płatach skroniowych, może wystąpić dysfunkcja zwana amuzją, która polega na utracie zdolności do odbioru muzyki jako specyficznego i logicznego bodźca.

No dobrze, tyle praktyki – teraz mistyka. Pitagoras podobno stwierdził: „We wszechświecie istnieje supermuzyka, ogarniająca sobą wszystkie żyjące dusze. Nie jest ona uchwytna uchem, ale całym wewnętrznym jestestwem”. W starożytnej Mezopotamii, Indiach, Chinach czy Grecji muzyka często była postrzegana jako element kosmosu i miała za zadanie łączyć z bóstwem. Sufizm, mistyczny nurt w islamie, w swojej muzyce odtwarzał kreacyjną zasadę wszechświata – kosmiczny dźwięk. Suficka muzyka miała odzwierciedlać prawa całego wszechświata, gdzie duch rodzaju ludzkiego wyraża się dźwiękiem. Zgodnie z hinduską tradycją religijną i filozoficzną, OM (ॐ) to pierwszy święty dźwięk, który zabrzmiał chwilę po kreacji świata, boskie ziarno.

W niektórych kulturach muzykę dzieli się na boską i szatańską. Są religie, które zakazują komponowania, grania i słuchania muzyki jako narzędzia szatana, inne używają muzyki na chwałę Pana. W kościele katolickim muzyka liturgiczna osiągnęła absolutny szczyt artyzmu w XVII-XVIII wieku, poczynając od sakralnych kompozycji szkoły weneckiej, po genialną mszę kantatową h-moll J.S. Bacha czy równie boską Stabat Mater G.B. Pergolesiego. W kościele nie wszystkie dźwięki były jednak dozwolone. Począwszy od okresu średniowiecza aż po wiek XIX na indeksie kościelnym znalazła się kwinta zmniejszona lub kwarta zwiększona. Ponieważ w harmonii klasycznej interwały te brzmiały niepokojąco dysonansowo, uznano je za dzieło diabła, nazywając diabolus in musica. Ten diabelski interwał to tryton, czyli odległość między dwoma dźwiękami (interwał), wynosząca trzy całe tony (łac. tritonus – złożony z trzech dźwięków). Dla tych, którzy chcieliby sprawdzić, jak to brzmi mała podpowiedź – w szeregu diatonicznym są to dźwięki f – h.

Islam zakazuje słuchania muzyki jako narzędzia szatana. Wprawdzie Prorok nigdy wprost nie zakazał muzyki, ale nigdy jej też wprost nie pochwalił. Od wczesnych lat rozwoju islamu trwa dyskusja na ten temat. Islamiści uważają, że również instrumenty muzyczne są dziełem szatana (szczególnie haram są instrumenty perkusyjne). Za ich słuchaniegroziło dawniej otwarcie przed słuchaczami ziemi lub łagodniejsza kara zmiany w małpy i świnie. Współcześni islamscy fundamentaliści wykazują mniejszą inwencję i po prostu ucinają melomanom głowy. Amerykańskie służby specjalnie w walce z fundamentalistycznymi terrorystami islamskimi wykorzystywały muzykę jako specyficzną formę tortury, zmuszając pojmanych i przesłuchiwanych terrorystów do wielogodzinnego słuchania głośnej muzyki metalowej. Powstała nawet specyficzna lista przebojów, na której królowały Guns’n’Roses z utworem Welcome To The Jungle, Metallica z Enter Sandman i AC/DC z Hell’s Bell. Oczywiście zupełnym przypadkiem jest fakt, że w strukturze melodycznej tych kompozycji dominującym interwałem jest tryton.

Początkowo biali, wierzący Amerykanie traktowali bluesa jako diabelską muzykę, chociaż jego źródła biorą się z murzyńskiej pieśni pracy i religijnej gospel. O niektórych bluesmanach, jak Robert Johnson, krążyły legendy, jakoby zaprzedali duszę diabłu. Może to wina wymienionego już wcześniej interwału o nazwie tryton, który ubarwia w skali bluesowej melodię pentatoniki (kwarta zwiększona). Muzykiem, który ucieleśniał jazzowy styl życia okresu American Modern Jazz Era i pokazywał swoim życiem i twórczością, jak wyglądają anielskie i diabelskie strony geniuszu był Charlie Bird Parker. Stał się on profesjonalnym muzykiem (saksofon altowy) w wieku 15 lat, ale szybko pojawiły się problemy z uzależnieniem od heroiny. Grający z nim muzycy próbowali brać heroinę, żeby grać równie dobrze jak on. Ciągle towarzyszyły mu kłopoty związane z ryzykancką impulsywnością. Od 1951 roku miał zakaz koncertowania w Nowym Yorku. Był przez wiele miesięcy internowany w szpitalach psychiatrycznych. Miał dwie próby samobójcze. Zmarł w 34 roku życia. Lekarz, który robił autopsję sądził, że pacjent miał ponad 60 lat. Parker był jednym z najbardziej inspirujących muzyków jazzowych,ojcem bebopu. Był wyrazem artystycznego buntu przeciw temu, co było w muzyce jazzowej przed bebopem. Jego ulubionym interwałem była kwinta zmniejszona (tryton).

Długo by dywagować, czy muzyka jest w nas, czy wokół nas, czy jest kosmiczna, ziemska, anielska, czy diabelska – w opinii znakomitego pianisty Krystiana Zimermana muzyka to nie są dźwięki, ale niepowtarzalna sprawa, która wydarza się między artystą i publicznością.

Niepocieszonych czytelników, którzy nie znaleźli w powyższym tekście nic o chorobie Alzheimera przepraszam bardzo i zapraszam na Konferencję Polskiego Towarzystwa Alzheimerowskiego, która odbędzie się w dniach 27-28.05.2021, niestety online. Obiecuję, że będzie dużo i ciekawie o AD i nie tylko. Informacje i zapisy:
https://www.termedia.pl/Konferencja-IV-Konferencja-Otepienie-W-Praktyce-Intro,1431,12653.html