PO GODZINACH

Sławomir Murawiec

Pandemiczna wyprawa ornitologiczno-psychiatryczna wynikała z tęsknoty. Z pewnością była realizacją licznych tęsknot, wśród których dominowała tęsknota za spotkaniem z dzikimi ptakami i nagle obudzone pragnienie oderwania się od codzienności wyznaczanej odpowiedzialnością, obowiązkami i restrykcjami.

Tę tęsknotę wzbudziła lodówka, piękna arktyczna kaczka. Ptaki tropików i ptaki dalekiej północy są niezwykle piękne i barwne. Ptaki tropików uderzają w zmysł wzroku intensywnością kolorów w zaskakujących, kontrastowych zestawieniach, obejmujących wszystkie odcienie barw, jakie może wydobyć zwrotnikowe słońce. Ptaki dalekiej północy, takie jak lodówka, turkan czy edredon cechuje większa elegancja i stonowanie, ale nie mniejsza fantazja, jeśli chodzi o kształty i barwy. Północne słońce wydaje się lubić nieco mniej intensywne kolory, zestawione z bieli, czerni skontrastowanych barwnymi akcentami, niezwykłymi kształtami głowy i ozdobnymi piórami ogonowymi. Aksamitna lodówka: biało-czarno-brązowo-beżowa, ozdobiona eleganckimi piórami imitującymi rozłożone regularnie sople lodu na grzbiecie i fantazyjnym ogonem, to ptak budzący zaskoczenie niezwykłym, ale harmonijnym doborem barwnych plam.

Zdjęcie kaczki lodówki, które udało mi się wykonać w styczniu 2021, i które przesłałem dwóm uczestnikom poprzednich wypraw ornitologiczno-psychiatrycznych, wzbudziło przywołaną na wstępie tęsknotę. Tęsknotę za ptakami, których można doświadczyć, które można zobaczyć, i którymi można się zachwycić. Ta tęsknota za wolnością poprowadziła nas na początku lutego w teren, nad wodę, na zimowisko ptaków. W bardzo mroźny, ale przepełniony jasnym światłem dzień. Tym razem słońce pod naszą szerokością geograficzną świecąc szczodrze sprzyjało obiektywom aparatów, które miały zarejestrować nasze spotkanie z ptakami.

Tysiące ptaków – dosłownie – ukazały się naszym oczom. Wśród nich dominowały gągoły. Było ich kilka setek. Gągoły to także kaczki eleganckie, ale natura kierowała się w ich przypadku innymi kanonami wyboru kształtu ciała, niż przygotowując lodówki. Są bardziej zwarte w budowie, mają wysokie czoła i białą plamę na policzku (u samców). Głową wysklepiająca się ku górze, przypomina trochę przewrócony romb. Samce także w kontrastowej czarno-białej tonacji pasują do północnych klimatów i wpisują się w barwy lodowatej wody wprowadzając akcent życia i ruchu. Intensywnie nurkują. Znane wszystkim kaczki krzyżówki nie potrafią takiej sztuki, co najwyżej zanurzają przednią część ciała w wodzie. Gągoły wykonują obrót ciałem i znikają nieoczekiwanie z pola widzenia właśnie w momencie naciskania migawki aparatu, wynurzając się w zupełnie innym miejscu niż zanurkowały. Nurkują do kilku metrów pod powierzchnią wody, żywiąc się tym, co znajdą na dnie.

Kilka setek gągołów oznaczało istnienie kilku setek dziupli w starych drzewach, w północnych regionach kontynentu. Dziupli na tyle dużych, aby mógł się w nich zmieścić lęg tej kaczki. Oznaczało także, że każdy z tych gągołów na początku życia wykonał skok z wysokości. Czasami była to wysokość kilku, ale czasami kilkunastu metrów. Ale niezależnie gdzie dziupla była zlokalizowana, każdy z nich był maluchem, który w pierwszym dniu życia dokonał tego odważnego czynu – wychylił się z dziupli umiejscowionej gdzieś wysoko na drzewie, a następnie wyskoczył i wylądował na ziemi. Potem podreptał wraz z matką i rodzeństwem do wody, aby w wodzie wieść swoje życie wytrwałego nurka.

Może takie doświadczenie uczy ostrożności i dbania o samego siebie? Kiedy tak staliśmy na brzegu, gągoły zaczęły zrywać się w powietrze i lecieć w jednym kierunku. Nie my je przestraszyliśmy, stało się to jasne dość szybko – wszystkie uciekały w naszą stronę. Nie od nas wzdłuż nurtu rzeki, ale lekceważąc obiektywy aparatów i lunety, przemykały przed naszymi oczyma. Ich lęk był wyczuwalny w powietrzu. Marcin domyślił się pierwszy – „bielik” – powiedział. Bielika nie było widać. Nie było go widać jeszcze kilka, a może nawet kilkanaście minut. Wreszcie pojawił się, by potwierdzić hipotezę, co do powodu tego nagłego poruszenia. Leciał nad wodą, a gągoły i łyski pierzchały z kierunku, który wyznaczała jego obecność. Nadleciał i siadł w koronie drzewa. „Szkoda, że tak daleko – powiedział Marek – mógłby siąść tu na drzewie przed nami i dać sobie porobić zdjęcia”. Rzeczywiście, widać go było gołym okiem, ale był zbyt daleko, aby zrobić mu bliskie ujęcie. Tylko krzyżówki wydawały się nie być nim bardzo zaniepokojone. Potem wyczytałem, szukając wyjaśnienia spostrzeżenia, że uciekały gągoły, a nie krzyżówki, że bieliki gustują w kaczkach, które świetnie nurkują, ale w związku z tym słabiej latają. Krzyżówki czuły się bezpiecznej, widocznie także gdzieś o tym przeczytały. 

Nie przeczytały o tym w „Ornitologii terapeutycznej”, o której przez chwilę rozmawialiśmy w drodze powrotnej. Czyli książce o pozytywnym wpływie amatorskiej obserwacji ptaków na różne aspekty zdrowia psychicznego. Marek jest recenzentem tej książki, której autorami są prof. Piotr Tryjanowski i autor tego tekstu. Przez chwilę, bo temat szybko uległ rozszerzeniu na kwestie publikacji naukowych wskazujących na znaczenie kontaktu z przyrodą, zieleni w miejscu zamieszkania, obserwowania ptaków dla zdrowia psychicznego.

Zastanawiałem się, czy można tę wyprawę nazwać pandemiczną wyprawą psychiatryczno-ornitologiczną. W numerze „Psychiatry” wydanym latem w roku 2018 opublikowaliśmy relację z pierwszej wyprawy ornitologiczno-psychiatrycznej „Operacja Delta Dunaju 2018”. Pływaliśmy wtedy kilka dni po rozlewiskach rzeki Dunaj fotografując ptaki. Czy ta lutowa wyprawa z 2021 powinna odwoływać się do pandemii? Czy być po prostu operacją „Zimowa Wyprawa 2021”? Pomyślałem, że jednak tak, pandemia była kontrastem, do którego odwoływała się nasza wycieczka-ucieczka. Nie rozmawialiśmy oczywiście przez cały czas o niej, choć wymieniliśmy się informacjami kto, w której fazie szczepienia aktualnie się znajduje. Ale towarzyszyło nam cały czas docierające z każdej strony światło pandemii, kontrast pandemii. On malował zupełnie odmienny od wyprawy z 2018 roku pejzaż znaczeniowy tej wyprawy. Tamten czas jawił się jako beztroska wyprawa po przygodę, po nowe obserwacje, po nowe doświadczenia, po udane zdjęcia. W tle ptaków były tylko woda, niebo i trzciny.

Tamta wyprawa do Delty Dunaju w 2018 była po prostu realizacją hobby, pasji, zainteresowania. W 2019 opublikowałem, na zaproszenie kwartalnika Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków, „Ptaki” Kolorowe życie wewnętrzne – o podobieństwach obserwowania ptaków do psychoterapii. Ten tekst zbliżał już obserwację ptaków do psychiatrii i psychoterapii. Ale nadal był „beztroski”. To znaczy jego myślą przewodnią było zaciekawienie pewnym podobieństwem etyki i praktyki obserwowania ptaków do praktyki terapeutycznej. Snucie analogii pomiędzy oboma aktywnościami, ale bez wyraźnego kontekstu terapeutycznego samej czynności obserwowania ptaków. Teraz, w czasie pandemii, ukazała się „Ornitologia terapeutyczna”, napisana już w jej trakcie, już w świetle pandemii. W tej książce obserwacja ptaków to już nie hobby, nie zainteresowanie, tylko propozycja wspomagania zdrowia psychicznego. W ciągu dwóch lat tak bardzo zmieniły się znaczenia. Obserwacja ptaków już nie jest dla mnie tylko miłym oderwaniem od pracy. Stała się całkiem realną propozycją oddziaływania prozdrowotnego adresowanego do potencjalnie dużej populacji. I do siebie samego. Ten czas pandemii oznaczał skok, który wykonaliśmy wszyscy, w skali całego świata.

/

Red.: Tym, którzy dotarli do tej strony naszego kwartalnika i poczuli dezorientację – czy to aby na pewno jeszcze PSYCHIATRA, czy może jakieś kukułcze jajko z magazynu ornitologicznego? – spieszymy z wyjaśnieniami. Po pierwsze, tyle ostatnio słyszymy o pożytkach płynących z patrzenia na ptaki, że widząc piękne zdjęcia Macieja Bartnickiego nie mogliśmy się im oprzeć. Po drugie, kiedy zaczęliśmy składać ten numer gazety, ptaki zaczęły coraz donośniej i coraz wcześniej obwieszczać nadejście wiosny. Redaktor wybudzony przed świtem miał jeszcze w półśnie wizję nowej rubryki z krótkimi informacjami „o czym ćwierkają ptaki”. Na przykład o tym, że Koreańskie Biuro Własności Intelektualnej przyjęło zgłoszenie patentu firmy VistaGen Therapeutics na donosowy spray zawierający PH10 – nowy lek mający zastosowanie w leczeniu depresji. Uwaga! Wcale nie chodzi o ketaminę, tylko o neurosteroid – womeroferynę! Inny ptaszek miał ćwierkać o KarXT, leku modulującym receptory muskarynowe, którego obiecujące działanie na objawy schizofrenii potwierdzono w badaniu EMERGENT-1 opublikowanym na łamach New England Journal of Medicine.

QUIZ: Jaki to ptak?
Jednakże, tymczasem postanowiliśmy poprzestać na tradycyjnej zgadywance. Dla pierwszej trójki czytelników, którzy przyślą na adres redakcji (redakcja@psychiatraonline.com) prawidłowe nazwy bohaterów zdjęć wraz z informacją, którzy z nich przylatują do nas na wiosnę, przewidzieliśmy nagrodę-niespodziankę z autografem!

PS. Zdjęcia ptaków do obejrzenia na str. 104-105 pod adresem:
https://www.psychiatraonline.pl/wp-content/uploads/2021/04/PSYCHIATRA_32_eBOOK_BLUR.pdf