PSYCHIATRA W OPERZE

Katarzyna Prot-Klinger

Cyganeria (La Bohème) to opera Pucciniego z 1896 roku. Akcja rozgrywa się w Paryżu ok. 1830 roku. Libretto stworzył duet Illica-Giacoso w oparciu o powieść Henry Murgera Sceny z życia cyganerii. Książka ta podbiła serce Pucciniego, pisał, że sam poczuł się „jak w rodzinie”, znał takie życie z okresu studiów w konserwatorium w Mediolanie[1]. Powieść składa się z luźno związanych historii, z których libreciści stworzyli jedną opowieść, budując psychologicznie główne postaci i relacje między nimi.

Cyganeria to historia czterech artystów – poety Rudolfa, malarza Marcelego, muzyka Schaunrada i filozofa Colline, i związanych z nimi dwóch kobiet – Mimi i Musetty. Opera podzielona jest na cztery „obrazy”. Pierwszy to początek uczucia pomiędzy Rudolfem, a hafciarką Mimi. Drugi pokazuje zabawę w dzielnicy łacińskiej, poznajemy też Musettę – przyjaciółkę Marcelego. W trzecim obie pary rozstają się. Marceli nie chce znosić flirtowania Musetty z innymi mężczyznami, a ona jego zazdrości i ograniczeń. Z kolei Rudolf widząc chorobę Mimi (przypuszczalnie gruźlicę), rozstaje się z nią, gdyż nie jest w stanie zapewnić jej odpowiednich warunków. Opera kończy się obrazem czwartym – powrotem Mimi na poddasze do Rudolfa, żeby umrzeć w jego obecności.

Opera stała się inspiracją dla Jonathana Larsona, twórcy musicalu Rent z 1993 roku. Larson użył treści opery dla przedstawienia życia grupy młodych artystów w ubogiej dzielnicy Nowego Jorku w epoce AIDS. Rock opera Rent jest jednym z pierwszych dzieł scenicznych poruszających temat narkomanii, homoseksualności i transseksualizmu. Dzięki przeniesieniu w 2005 roku na duży ekran możemy oglądać musical w wersji filmowej.

Postaciom Rent odpowiadają ich pierwowzory z Cyganerii. I tak Rudolf w musicalu staje się Rogerem – piosenkarzem i nosicielem HIV, Mimi – hafciarka staje się Mimi – tancerką erotyczną, także zarażoną wirusem HIV, a potem chorującą na AIDS. Malarz Marcello staje się Markiem – niezależnym filmowcem, alter ego autora Rent (wskazuje na to między innymi pokazywanie żydowskiej rodziny Marka). Mark (podobnie jak Marcello) zostaje porzucony przez przyjaciółkę Maureen (której pierwowzorem jest Musetta) dla, tym razem, kobiety z zamożnej rodziny – prawniczki Joanne. Kolejną nieheteronormatywną parę tworzy Angel – muzyk, drag queen umierający na AIDS (jego pierwowzorem jest Schaunard) oraz Tom – informatyk i filozof, następca Collina z La Bohème. W Cyganerii artyści mają problem z domagającym się czynszu właścicielem kamiennicy – Benoit, w musicalu Rent Benny – właściciel kilku loftów – chce pozbyć się niewygodnych lokatorów.

Musical dotyczy epidemii AIDS końca lat 80. Możemy obecnie czytać o tym okresie w niedawno wydanej książce Wierzyliśmy jak nikt Rebeki Maccai. Opisuje ona dramatyczną sytuację osób zarażonych, pozostawionych bez opieki. Widać też, jak epidemia AIDS stała się pożywką dla homofobicznej nagonki. To, co łączy książkę, operę i musical, to głęboka analiza psychologiczna postaci. Książka napisana jest z tak dużą troską o szczegóły tego okresu, że możemy mieć wrażenie obcowania z rzeczywistymi postaciami. Autorka pisze, że nie wzorowała się na konkretnych osobach, ale podobnie jak w Cyganerii i Rent bohaterowie portretowani są z czułością i wrażliwością. No i „last but not least” wszystkie te utwory są o miłości. Motto do książki Maccai stanowi cytat z Johna Scotta Fiztgeralda, przedstawiciela cyganerii po I Wojnie Światowej, tak zwanego „straconego pokolenia”: „Nikt tak nie wierzył, jak myśmy wierzyli. Nigdy nie kochałem nikogo tak bardzo, jak mych rówieśników, którzy przeżywali swoje pierwsze wiosny w ten sam czas co ja, którzy patrzyli już w oczy śmierci, lecz dostąpili łaski – i teraz brną przez to długie, burzliwe lato”.

Zestawiając Cyganerię i Rent nie sposób nie odnieść się do esejów Susan Sontag. W eseju Choroba jako metafora Sontag pisze: „Każda choroba, której przyczyny są niejasne, a leczenie nieskuteczne, ocieka wręcz znaczeniem. Najpierw z tą chorobą utożsamia się przedmiot największego lęku (zepsucie, rozkład, zanieczyszczenie, rozprzężenie, słabość). Choroba sama staje się metaforą. Następnie w imieniu choroby (to znaczy posługując się nią jako metaforą) przenosi się piętno na inne obiekty”[2]. Na przykładzie gruźlicy i choroby nowotworowej Sontag pokazuje sposoby, w jakie społeczeństwo stygmatyzuje chorych i demonizuje niektóre choroby. Według niej w XVIII i XIX wieku chorobą – metaforą dobrze korespondującą z mitem romantycznym tego okresu jest gruźlica. „W wieku dwudziestym cały zespół metafor i postaw początkowo wiązanych z gruźlicą ulega rozpadowi i reorganizacji wokół dwu innych chorób. Niektóre cechy gruźlicy zostają przeniesione na obłęd: przeświadczenie, że chory jest niespokojną, niepohamowaną istotą żyjącą w świecie emocjonalnych skrajności, kimś nazbyt wrażliwym, by znieść okrutną pospolitość codziennego życia. Inne cechy przypisane zostają rakowi – cierpienia, których nie sposób poddać romantycznej obróbce. Nie gruźlica, lecz właśnie obłęd jest współczesnym nośnikiem świeckiego mitu autotranscendencji”[3].

Po 10 latach od napisania eseju Choroba jako metafora dotyczącego przede wszystkim stygmatyzacji związanej z chorobą nowotworową, Sontag w eseju AIDS i jego metafory pisze, że „zachorowanie na raka nie jest już tak wielkim stygmatem, źródłem „tożsamości ułomnej””. Wiąże to ze skutecznymi metodami leczenia oraz pojawieniem się choroby znacznie bardziej stygmatyzującej – AIDS. Pomijając dyskusje dotyczące samej Sontag, przede wszystkim zarzuty dotyczące jej braku zaangażowania w realne działania na rzecz chorych, samo zwrócenie uwagi na powrót metafor związanych z „zarazą” i wynikający z tego stosunek do samych zarażonych podejmuje ważny temat sytuacji społecznej wokół choroby.

Zdaniem Sontag, AIDS jako choroba, wobec której medycyna jest bezsilna, zostaje uznana społecznie za „karę boską”. Dodatkowym elementem wskazującym na aspekt moralny choroby jest rozprzestrzenianie się jej (między innymi) poprzez stosunki seksualne, a więc wstrzemięźliwość seksualna staje się formą prewencji. Wirus pochodził od „obcych” (z Afryki), nasuwa skojarzenia z trądem[4]. Dodatkowo ciemne plamy związane z rozwojem mięsaka Caposiego, często towarzyszącego AIDS, stają się stygmatem – piętnem cielesnym[5].

Grzegorz Niziołek analizuje niewspomnianą przez Sontag metaforę pojawiającą się w czasie trwania epidemii AIDS – metaforę Holokaustu[6]. Pisze o jej znaczeniu na różnych płaszczyznach – politycznej, psychologicznej i historycznej. Konstatuje: „W przeciwieństwie do metafory plagi, która służyła umacnianiu się postaw bierności wobec AIDS zarówno wśród homoseksualnej, jak i heteroseksualnej społeczności, metafora Holokaustu miała działać aktywizująco na obie te grupy. Przenosiła uwagę z genezy choroby, która w mediach masowych (nie bez udziału reprezentantów środowisk medycznych, działaczy religijnych, polityków) powiązała ją z homoseksualistami i trybem ich życia, na jej polityczne znaczenia i konteksty”. Niziołek odnosząc się do tej metafory przytacza wypowiedzi homoseksualnych Żydów o tym, jak dla naznaczonych „gejowską plagą” naturalne stawały się odniesienia do doświadczenia ich ocalałych z Holokaustu rodziców – stygmatyzacji, getta, masowej śmierci, obojętności świadków.

Przekaz traumy może odbywać się w rodzinie, ale też dotyczyć grup, które z tą traumą są związane. Czytając książkę Maccai Wierzyliśmy jak nikt zastanawiałam się, na ile u moich homoseksualnych pacjentów obecny jest nieświadomy przekaz międzypokoleniowy związany z masową śmiercią w społeczności gejowskiej lat 80. Być może objawem przekazu traumatycznego jest to, że osoby zarażone wirusem HIV, pomimo istnienia skutecznego leczenia, nadal przychodzą z dużym lękiem i poczuciem „naznaczenia”, zdecydowanie niekorespondującym z realnym zagrożeniem.

Trauma odtwarza się w przeżyciach pacjentów, ale dyskryminacja i stygmatyzacja odtwarzana jest w przestrzeni społecznej. Nagle rodząca się w czasie pandemii nagonka na środowisko LGBTQ wydaje się czymś trudnym do zrozumienia bez kontekstu historycznego i rozumienia, że odtwarzamy stare scenariusze. Jak w 1994 roku pisała Monika Sznajderman: „Zaraza jest w życiu tak jednostek, jak zbiorowości, sytuacją szczególną, jak powiedziałby Jaspers – graniczną. Jako stały element mitologicznego scenariusza towarzyszy wszelkim kryzysom, katastrofom i przełomom dziejowym. Jest znakiem końca świata”[7]. Wydaje się, że wirus – pochodzący od „obcych”, na którego nie ma lekarstwa, odtwarza stare schematy. Tak jak AIDS stał się trądem XX wieku, tak COVID nieświadomie odtwarza lęki związane z AIDS w XXI wieku.

Wracając do Cyganerii. Jedną z ciekawszych propozycji wystawienia jest realizacja włoskiego reżysera Damiano Michieletto na festiwalu w Salzburgu w 2012 roku. Akcja toczy się we współczesnym Paryżu. Łatwość z jaką realia XIX-wiecznej opowieści dały się przenieść w czasy współczesne pokazuje, że osią Cyganerii nie są historycznie umocowane wydarzenia, ale ponadczasowe emocje – przyjaźń, miłość, lojalność, rozpacz.

/

Tłumaczenie tekstu, który ukazał się po niemiecku: Katarzyna Prot-Klinger „Maurycy Bornsztajn und das Judische Krankenhaus in Czyste”, W: Zwischen Hoffnung und Verzweiflung (Red. Ewa Kobylińska-Dehe, Paweł Dybel, Ludger M. Hermanns). Psychosozial-Verlag 2018, s. 193-204


[1] Wiarosław Sandelewski, Puccini, PWM, Kraków 1973

[2]Susan Sontag „Choroba jako metafora”, „AIDS i jego metafory”  PIW Warszawa 1999, s.62

[3] Jw., s.39

[4]W średniowieczu chorobą nadającą piętno i po dziś dzień stanowiącą w języku synonim piętna i wykluczenia był trąd.

[5] Pierwszym tekstem judeochrześcijańskiego kręgu kulturowego, który łączy skazę z przekleństwem jest Księga Kapłańska, w której jest wyraźny zakaz zbliżania się do sacrum osób naznaczonych piętnem cielesnym „Człowiek z nasienia twego [..], który by miał zmazę, nie będzie ofiarowywał chleba Bogu swemu, ani przystąpi do służby jego; jeżeli będzie ślepy albo chromy; jeśli małego nosa, albo wielkiego, albo krzywego; jeśli złamanej nogi; jeśli ręki; jeśli garbaty; jeśli płynących oczu; jeśli mający bielmo na oku; jeśli świerzb ustawiczny; jeśli parchy na ciele, albo wypukły” (Lev. XXI, 17-20, Wujek).  

[6] Grzegorz Niziołek „Zapomniana metafora AIDS’”. Teksty Drugie 2/2018, s. 354-368

[7] Monika Sznajderman „Zaraza. Mitologia dżumy, cholery i AIDS.” Wydawnictwo Naukowe Semper. Warszawa 1994.