RELACJE

Stefan Laudyn

| Dyrektor Warszawskiego Festiwalu Filmowego

/

„Na nic się nie zda cała wielka strategia i taktyka, gdy zabraknie tego, co my piłkarze nazywamy fartem”. Te słowa, wypowiedziane kiedyś przez świętej pamięci Kazimierza Deynę, mają wymowę uniwersalną.

Niepokojące wiadomości zaczęły się pojawiać na początku roku. Coś wydarzyło się w Wuhan w Chinach. Nikt nie przypuszczał, że to „coś” będzie aż tak brzemienne w skutkach. W styczniu nie udaje mi się pojechać na wakacje, ale odbywam mini-tournee po Europie. Wpadam do Rzymu, gdzie dzielna Zouxin Hou jest w zdjęciach do chińsko-włoskiej koprodukcji. Jemy kolację w restauracji koło Koloseum. Pod koniec lutego odbyło się Berlinale, ostatni jak się potem okazało wielki festiwal filmowy, który przebiegł normalnie. Ale już pod koniec Berlinale było jakby mniej niż zwykle całowania i przytulania… Chociaż może to tylko złudzenie?

A potem się zaczęło. Coraz bardziej alarmujące statystyki. Panika we Włoszech. Ogromna liczba zachorowań we Francji i w Hiszpanii. Kolejne ograniczenia, również u nas. W pewnym momencie nie wolno było nawet wchodzić do parków. Zamknięto restauracje i kawiarnie. Na szczęście można było chodzić po ulicach. Jedyna dobra wiadomość jest taka, że Zuxin udało się skończyć zdjęcia w Rzymie tuż przed lockdownem. Jej ekipa, karnie nosząca maseczki, była regularnie wyszydzana przez Włochów. Zuxin wróciła do Pekinu, odbyła kwarantannę i zajęła się montażem filmu.

WIOSNA

Po tygodniu czy dwóch kiszenia się w domu postanowiłem jednak chodzić do biura. Początkowo było nas dwoje, potem troje. Ale zdecydowanie było co robić. Wraz z moją wspólniczką Ewą przestaliśmy korzystać z metra i zaczęliśmy chodzić do pracy na piechotę. Na Polach Mokotowskich pojawił się pan z mobilnym barkiem kawowym. Kilka razy skorzystaliśmy z jego usług zanim zniknął. Miejsc z jedzeniem na wynos nie było zbyt wiele. W mojej okolicy „Lokal na rybę” czynny jest tylko od czwartku do niedzieli. Są jeszcze „ostatnie instancje”, czyli kebab „Efes” i pizzeria „Cio tutti due”. Do tego doszły mniej lub bardziej nieudane próby z mrożonymi zupami z Hortexu i włoskimi makaronami. Najbardziej brakowało mi „Pardon to tu”, lokalu, który pokochałem od pierwszego wejrzenia w zeszłym roku, i który w marcu został zamknięty na głucho. Cudowni szefowie umieścili na drzwiach kartkę, że po ponownym otwarciu postawią gościom wódeczkę. Byłem w „Pardon” na śniadaniu w poniedziałek 18 maja, w pierwszy dzień po otwarciu. Co prawda zdarzyło się to kilka dni później, ale faktem jest, że pan manager postawił mi wódeczkę, taką z górnej półki.

Na naszym festiwalowym podwórku na pierwszy ogień poszły festiwale wiosenne, odwoływane lub przesuwane na jesień. Zaczęło się od Sofii. Dyrektor festiwalu Stefan Kitanow jako bodaj pierwszy z nas znalazł sposób na pandemię, umieszczając na stronie internetowej informacje o online’owym festiwalu marzeń pod hasłem „Imagine”. Rozpoczęliśmy selekcję jak zwykle 1 kwietnia, początkowo pełni obaw, czy w ogóle będą gotowe jakieś nowe filmy. Bo przecież produkcje stanęły. Na szczęście sporo filmów było już po zdjęciach w momencie lockdownu, a postprodukcja odbywała się bez większych przeszkód.

Czekaliśmy wszyscy, co zrobi Cannes. Ono jest dla nas, organizatorów festiwali na całym świecie, jak wzorzec metra. Cannes ogłosiło Selekcję Oficjalną, a następnie nie odbyło się. Targi były online, czyli też jakby ich nie było. Nie umówiłem się na ani jedno spotkanie na Zoomie, choć zwykle w Cannes miewam nawet po dziesięć spotkań dziennie. Potem był Kraków. Tylko online. Dowiedziałem się, że Dan Chisu, reżyser filmu „5 minut za późno”, prezentowanego w zeszłym roku na WFF w Konkursie Międzynarodowym, nakręcił nowy film w pandemii. Bardzo byłem go ciekaw. Nową fabułę, zatytułowaną „9 opowieści o miłości i nienawiści w izolacji”, nakręcili sami występujący w niej aktorzy, którzy byli jednocześnie koproducentami. Dla mnie „9 opowieści…” to pierwsza udana próba zmierzenia się z tematem pandemii. Film był pokazywany m.in. na wirtualnych pokazach w CineArte Lumiere, arthouse’owym kinie w Buenos Aires. Po pokazach online nie możemy zaprosić „9 opowieści…” na Festiwal, ale zapraszam Dana do Jury oraz na spotkanie z młodymi polskimi filmowcami. Przyjmuje zaproszenie. Wiosną zaczęły się spotkania Polskiej Akademii Filmowej na Zoomie. W końcu można było pogadać z kolegami po fachu. Kiedy cotygodniowe spotkania Akademii zanikły latem, uaktywnił się Polski Instytut Sztuki Filmowej. Powstała grupa antykryzysowa, a potem była seria spotkań tematycznych. Też na Zoomie. 

LATO

W lecie otwierały się kina. Stopniowo. Chyba jako ostatnia na przełomie sierpnia i września otworzyła się warszawska Kinoteka. Widownia w kinach i teatrach została ograniczona do 50%. Ministerstwo Kultury publikowało na swojej stronie zalecenia na czas pandemii. Tam poznaliśmy możliwe scenariusze WFF. Jeśli Warszawa znajdzie się w tzw. żółtej strefie, w kinach może być zajętych tylko 25% miejsc. Jeśli w czerwonej — podobnie. Zrezygnowała z pracy jedna z pracownic. Chyba nie wytrzymała psychicznie. Pracujemy małym zespołem, więc każde takie odejście, zwłaszcza nagłe, jest odczuwalne. Myślę, że nie będzie jej łatwo znaleźć pracę w czasie pandemii. Dzwoni pani z telewizji. Zaprasza mnie do programu na żywo. Proponuje, że wyślą po mnie taksówkę. Odpowiadam, że nie trzeba, przyjadę autobusem. Kwadrans później znowu telefon, tym razem odwołujący zaproszenie – podobno jest jakiś kryzys i moje miejsce w programie ma zająć premier Morawiecki. Kilka dni później dowiaduję się nieoficjalnie, że pani z telewizji, usłyszawszy, że nie potrzebuję taksówki, uznała, że jestem dziwny i że lepiej mnie nie zapraszać. Zaprzyjaźniony z nami Transilvania International Film Festival, odbywający się w Rumunii, w Cluj-Napoca, odbywa się w formie pokazów na świeżym powietrzu, z zachowaniem dystansu społecznego. Zdjęcia z Cluj pokazują wzorową organizację. Okazuje się, że jednak można. Wybory na Białorusi. Ogromne demonstracje. Wraz z Darkiem Jabłońskim przygotowujemy list poparcia od polskich filmowców. Darek ma wprawę w podobnych działaniach, bo koordynował przez lata akcję starań o uwolnienie Olega Sencowa, która zakończyła się sukcesem. W tym roku dodaję życzenia miłego pokazu po białorusku do nagrywanych przeze mnie zapowiedzi, które są odtwarzane przed seansami w festiwalowych kinach. Są też po polsku, angielsku, francusku, rosyjsku i ukraińsku. WFF to w końcu międzynarodowy festiwal.

WRZESIEŃ

Rusza festiwal w Wenecji, na żywo, w kinach. To dla nas bardzo ważna informacja. Oglądam ceremonię wręczenia nagród. Na sali jest niewiele osób. Zwycięzcy wychodzą na scenę w maseczkach. Ciekaw jestem jak to będzie na WFF. U nas na razie noszenie maseczek poza pomieszczeniami zamkniętymi nie jest obowiązkowe.

Środa, 23 Września

W południe konferencja prasowa w Kulturalnej. Jestem kilkanaście minut przed czasem. Drzwi do hallu Teatru Dramatycznego są zamknięte – muszę iść naokoło do wejścia przy Kinotece. Czeka na mnie dziennikarz z Radiowej Agencji Informacyjnej. Rozmawiamy kilka minut przed konferencją. Wchodzę do środka punkt dwunasta. Wszystko idzie gładko – prezentacja na ekranie, w tym montaż zwiastunów filmów konkursowych, potem pytania od wianuszka dziennikarzy radiowych. Konferencja odbyła się jak zwykle w Kulturalnej, tym razem z zachowaniem dystansu społecznego. Wtedy jeszcze do wywiadów zdarzało mi się zdejmować maseczkę. Po południu idę na Żurawią do Radia Zet na nagranie z Lucyną Płużyczką.

Środa, 30 Września

Rezygnuje z pracy osoba z działu medialnego. Dlaczego akurat teraz, w najtrudniejszym momencie?

Czwartek, 1 Października

Newralgicznym punktem przygotowań jest dzień rozpoczęcia przedsprzedaży biletów. W tym roku był to właśnie czwartek, 1 października. Wtedy jeszcze można było sprzedawać bilety na 50% miejsc. Ale na wszelki wypadek zablokowaliśmy przedsprzedaż na poziomie 25%. Jak się niedługo okazało, słusznie. Wczesnym popołudniem idę do Trojki na rozmowę z Ryśkiem Jaźwińskim. Pamiętam Trojkę jako centrum pewnego świata. Teraz na Myśliwieckiej 3/5/7 jest pusto. Rysiek jest chyba ostatnią osobą ze starej gwardii, która jeszcze nie zrezygnowała z pracy. Chociaż nie – do reżyserki wchodzi Baszka Marcinik, ale mocno przygaszona i jakby nieobecna.

Piątek, 9 Października

Wieczorem otwarcie w wielkiej sali nr 1 Multikina Złote Tarasy, wypełnionej zgodnie z przepisami tylko w połowie. Na otwarcie film „Księga wizji” Carlo S. Hintermanna. Reżyser wygłasza pean na cześć polskiego kina. Zaczynał karierę zawodową jako asystent Krzysztofa Zanussiego. Współpracował też m.in. z Terrencem Mallickiem.  Tego dnia Warszawa była jeszcze w strefie zielonej. Przyjechali goście z zagranicy. Było ich rzecz jasna mniej niż zwykle, ale byli. Już od następnego dnia, soboty, Warszawa była w strefie żółtej. Goście dostali od nas pamiątkowe festiwalowe maseczki z logotypem WFF. Szły jak woda.

Sobota, 10 Października

Od dzisiaj Warszawa jest w strefie żółtej; dla nas oznacza to, że w kinach może być zajętych maksimum 25% miejsc. Spotykam w Multikinie Martina Szulika. Ostatnio widzieliśmy się ponad dekadę temu w Katarze, gdzie zastępował Petra Dubeckiego, szefa Słowackiego Instytutu Filmowego. Martin mówi o profesorze z Pragi, który powiedział, że dziewczyny noszące maski wyglądają jak arabskie księżniczki. Studentki uznały jego wypowiedź za seksistowską, a profesor został zwolniony z uczelni. Przypomina mi się dziewczyna, która miała szczególną wrażliwość na jej zdaniem seksistowskie wypowiedzi. Rozmawiając z nią od pewnego momentu miałem wrażenie, że w zasadzie wszystko co mówię jest seksistowskie – co chwila mi to wypominała. Natomiast, pamiętam to dokładnie, uśmiechała się z zadowoleniem, kiedy jej szef przedstawiał mi ją słowami: „to Jola [imię zmienione], najfajniejsze cycki w naszej firmie”. Szybko mijały kolejne dni Festiwalu. Było jakoś tak spokojnie. Nasi cudowni widzowie ze zrozumieniem przyjęli nową rzeczywistość. Filmowcy, którzy dotarli do Warszawy, podkreślali jak ważne dla nich jest prezentowanie filmów w kinie i kontakt z publicznością na żywo. Po projekcjach jak zwykle były spotkania z twórcami — w sumie było ich 109, w tym większość na żywo. Część odbyła się online, co oznaczało, że widzowie oglądali na kinowym ekranie reżyserów i zadawali im pytania. Przyjazd gości w sytuacji zmieniających się stale przepisów był wyzwaniem dla naszego Guest Service’u. Pewien zdesperowany azjatycki filmowiec na wieść o tym, że polska ambasada nie wyda mu nawet wizy, był gotów starać się o nią w innej ambasadzie i mimo wszystko przyjechać. Dzielnej ekipie ukraińskiej udało się wjechać do Polski i przedstawić swój film. Po kilku dniach wyjechali.

Niedziela, 11 Października

W niedzielę zaczynali pracę jurorzy. W sekcjach konkursowych mamy zwykle po piętnaście filmów, więc wychodzi pięć dni po trzy filmy dziennie. Takie są przepisy. Więcej nie powinno się oglądać. Kilku jurorów nie dotarło, głownie z powodu pandemii. Jury Konkursu Międzynarodowego z pięciu osób skurczyło się do trzech, a w Jury Ekumenicznym zostały dwie osoby. Dan Chisu poprosił mnie o zaaranżowanie spotkania z kolegą, specjalistą od UFO. Spotkanie odbywa się na drugim piętrze hotelu Marriott, kompletnie teraz wyludnionym. Dan przygotowuje projekt filmowy poświęcony UFO. Słyszał o działaniach w tej dziedzinie na terenie Polski. Tak się składa, że stał za nimi kolega, z którym Dan się spotkał. Czyli celny strzał. Wieczorem przylatuje z Wilna Liana Ruokyte-Jonsson. Jadę po nią na lotnisko z Grzesiem Lipcem, szefem FesTiVi. Na Okęciu jest pusto, a przy wejściu kontrola temperatury. Liana ma wielką walizę na kołkach. Wsiadamy do czarnego vana Mercedesa, udostępnionego Festiwalowi przez firmę MB Motors i jedziemy do Centrum. Jury Konkursu Międzynarodowego, którego częścią jest Liana, rozpoczęło już pracę, ale Liana odrobi opóźnienie. Nie mogła przyjechać wcześniej. Mówi, że była w Kłajpedzie na imprezie z okazji osiemdziesiątych urodzin Johna Lennona. Śpiewała tam kilka piosenek Lennona, a nawet w czarnej peruce występowała jako Yoko Ono. Po chwili Liana śpiewa w samochodzie „Accross the Universe” od początku do końca. Wtóruję jej nieśmiało przy refrenach. Liana w latach 2016-2018 była ministrem kultury Litwy. Daj nam Boże kiedyś tak wyluzowanego ministra.  Jedziemy z Lianą na urodzinową kolację Rafała Zawieruchy. Liana zna Rafała i nazywa go „my soul brother”. Gospodarz nie wie o jej obecności w Polsce. Wchodzimy do Gesslera na Placu Trzech Krzyży. Rafał wychodzi do nas do hallu, żeby się przywitać i szaleje z radości. Liana zresztą też. Siadamy przy stole na około dziesięć osób. Obok mnie Tomasz Kot (Rafał grał z nim w „Bogach”), a vis a vis Misiek Koterski (w „Gierku” braci Węgrzyn Misiek miał rolę tytułową, a Rafał grał Piotra Jaroszewicza). Misiek mówi dużo, głośno i śmiesznie. W pewnej chwili dystyngowany Tomek Kot nachyla się i szepcze mi do ucha: „ja w zasadzie nie znam Koterskiego” i robi się jeszcze śmieszniej. Miły wieczór. Odwożę Lianę do „Marriotta” zamówionym przez Rafała Uberem, a potem wracam do domu.

Poniedziałek, 12 Października

W samo południe mam pierwsze spotkanie z uczestnikami warsztatów dla młodych polskich filmowców o nazwie Warsaw Next, które organizujemy po raz dziesiąty. Tytuł spotkania brzmi „From Pińczow to Hollywood. Masterclass Rafała Zawieruchy”. Rafał ma tego dnia urodziny. Wczorajsza kolacja była w ich wigilię. Jest w świetnej formie. Nosi dready do kolejnej roli i ma na sobie strój rapera. Niezawodny Grzesio Lipiec rejestruje kamerą naszą rozmowę, którą można teraz obejrzeć w internecie.

Wtorek, 13 Października

W południe spotkanie z Darkiem Jabłońskim w ramach Warsaw Next. Darek to człowiek-instytucja — jest producentem, reżyserem, Prezydentem Polskiej Akademii Filmowej, pomysłodawcą i organizatorem Polskich Nagród Filmowych, autorem ustawy o kinematografii. Ma na koncie kilkaset nagród. Kiedyś był asystentem Kieślowskiego. Był też na czarnych listach PISF-u i TVP. Fascynujące spotkanie.

Środa, 14 Października

O godz. 13 Forum Dialogu, organizowane przez PISF, poświęcone roli festiwali filmowych. Joanna Kos-Krauze, reprezentująca Gildię Reżyserów, występuje w roli rzecznika festiwalu Millenium Docs Against Gravity.

Czwartek, 15 Października

Kolejne zajęcia Warsaw Next. Tym razem opowiadam o festiwalach filmowych, zaczynając od WFF, a potem mówię o przygotowaniach do uczestnictwa w festiwalach. Z dystansem mówię o tzw. „strategii festiwalowej” – przecież trudno używać słowa „strategia”, kiedy polega to na czekaniu na decyzję selekcjonerów, na których łaskę i niełaskę jesteśmy zdani. Wieczorem spotykam się w Marriocie z Danem Chisu. Chciałem z nim omówić jutrzejsze spotkanie w ramach Warsaw Next, ale wiem, że chce wyjechać wcześniej, nazajutrz rano. Sytuacja nie jest wesoła. Oczywiście nie mam żadnych obiekcji. Dana po prostu nie będzie na wręczeniu nagród, podobnie jak innych jurorów, a piątkowe spotkanie z nim na Warsaw Next zrobimy online.

Piątek, 16 Października

Po południu zajęcia na Zoomie z Danem Chisu, który opowiada o swoim filmie „9 historii o miłości i nienawiści w izolacji”, pierwszej moim zdaniem udanej próbie podjęcia w kinie tematu lockdownu. Czuję, że spotkanie osobiste z uczestnikami Warsaw Next byłoby lepsze, bo jednak komunikacja na Zoomie to nie to samo, co na żywo, ale jest OK. Wsiadam w metro i jadę na rozmowę do TVP Kultura. Na wszelki wypadek zakładają mi dwa mikroporty, ale zdejmują tylko jeden, o czym przekonuję się już po powrocie do biura. 

Sobota, 17 Października

Od dzisiaj Warszawa jest w strefie czerwonej, co dla nas nadal oznacza limit 25% miejsc, ale kin na razie nie zamykają; chociaż jednak tak: od poniedziałku 19 października Kinoteka będzie nieczynna; nie ma sensu prowadzenie kina, które może sprzedać co najwyżej 25% biletów. Wcześniej Kinoteka, zamknięta jak wszystkie polskie kina w marcu, otworzyła się dopiero na przełomie sierpnia i września. Po południu próba, a potem wręczenie nagród Festiwalu w Sali nr 4 Multikina. Ascetyczna formuła chyba sprawdza się w czasie pandemii. Mówimy tylko po angielsku, żeby było szybciej. Nie ma elementów muzycznych czy tanecznych. Cała scenografia to czarne podwyższenie, stolik z nagrodami i ekran. Ograniczamy ruch na sali do niezbędnego minimum.

Rozdanie nagród na WFF odbywa się zwykle szybko i sprawnie. Nie używamy słowa „ceremonia”, bo nie oddaje ono istoty sprawy. Chodzi o przekazanie kryształowych trofeów oraz dyplomów w możliwie krótkim czasie. Nasz rekord, ustanowiony w ubiegłej dekadzie, to wręczenie czternastu nagród w dwadzieścia jeden minut. W tym roku postanowiliśmy nie iść na rekord. Nagród było około dwudziestu, a odbierających niewielu. Widzowie — jedna czwarta sali — mogli obejrzeć zwiastuny zwycięskich filmów. Nagrodzeni na WFF do momentu ogłoszenia wyników nie wiedzą, kto wygrał. Tylko wtedy jest napięcie i cała sprawa ma sens. Ja wiem, kto wygrał, ale nie chcę innym psuć zabawy. Na miejscu są przedstawiciele tylko pięciu nagrodzonych filmów, a nagród jest dwadzieścia jeden. Na początek mówię o „czerwonej strefie”, że już była w latach 1944-89. Najwięcej odbierających nagrody było w Konkursie Krótkometrażowym: są twórcy trzech spośród czterech zwycięskich filmów, w tym Polki Kamila Tarabura i Nina Lewandowska — film „Chodźmy w noc”, oraz Monika Krupa — „A co jeśli nic”. Specjalnie na nagrody przyjeżdża do nas z Ukrainy po raz drugi Taras Dron i ekipa filmu „Z zamkniętymi oczami”, zwycięzcy Konkursu 1-2. Specjalną Nagrodę Jury w Konkursie Międzynarodowym otrzymują aktorzy z filmu „Niezidentyfikowany” Bogdana George Apetri z Rumunii. Dziesięć lat temu jego „Peryferie” zdobyły na WFF nagrodę za najlepszy scenariusz. Bogdan wykłada na Columbia University w Nowym Jorku i nie mógł do nas przyjechać. Dzwonię do niego ze sceny, prowadząc wręczenie nagród. U nas jest piąta po południu, a w Nowym Jorku jedenasta przed południem. Włączam funkcję głośnego mówienia w telefonie, żeby wszyscy na sali słyszeli naszą rozmowę. Mimo, że sala wypełniona tylko w jednej czwartej, Bogdan wyraźnie słyszy owacje. Najlepsza Reżyseria. Dzwonię do Martina Szulika. Jego film „Człowiek z zajęczymi uszami” od ponad roku czekał na premierę kinową. W końcu odbyła się u nas, w Warszawie. Martin pierwszy raz był u nas ćwierć wieku temu. Jest zaskoczony nagrodą. Mówię mu, że ja nie. Grand Prix. Na scenę wchodzi jurorka Liana Ruokyte- -Jonsson, która wygłasza krotką i piękną przemowę oraz dyrektor warszawskiego Biura Kultury, który wręczy dyplom od prezydenta Trzaskowskiego. Grand Prix to również sto tysięcy złotych z miejskiej kasy. Poważna sprawa. Tym razem mamy łącze video z Kazachstanem. Ekipa techniczna połączyła się na próbę kilka godzin wcześniej, nie zdradzając, że chodzi o nagrodę. Farkhat Sharipov, reżyser filmu „18 kilohercow” pojawia się na ekranie wraz z panią, która dla niego tłumaczy. My też mamy tłumaczkę, ale ta nie ma nic do roboty, bo sytuacja jest oczywista, odkąd padają słowa Grand Prix. Reżyser jest wyraźnie wzruszony i szczęśliwy. Rozdanie nagród na WFF organizujemy w sobotę, przedostatniego dnia festiwalu. Werdykty jury są zwykle znane w nocy z czwartku na piątek. W normalnym roku piątek jest dniem, kiedy staramy się ściągnąć zwycięzców, których nie ma w Warszawie. Tym razem trudno było na to liczyć, ale ukraińska ekipa filmu „Z zawiązanymi oczami” ponownie przyjechała do Warszawy, żeby odebrać nagrodę za zwycięstwo w Konkursie 1-2. Do tego jedna z ekip z Konkursu Międzynarodowego wyraziła gotowość kolejnego przyjazdu, ale nie było ku temu powodu, bo niestety nie zdobyli żadnej nagrody. Koniec ceremonii, ale to jeszcze nie wszystkie nagrody.

Niedziela, 18 października

Wieczorem ostatni seans — pokazujemy „Drogich towarzyszy” Konczałowskiego. Znowu mówię, tym razem po polsku i po angielsku, że Polska była już w czerwonej strefie w latach 1944-1989 i schodzę ze sceny. Koniec Festiwalu.

Poniedziałek, 19 października

Wyniki plebiscytu publiczności poznajemy w nocy z niedzieli na poniedziałek. „Nieszczególne miejsce” Uberto Pasoliniego zwycięża w kategorii filmów fabularnych, „Agonia” Tomasza Knittela w kategorii dokumentów, a „Ja i moja gruba dupa” Yelizavety Pysmak w kategorii filmów krótkometrażowych. Nagrodę Publiczności mamy na WFF od roku 1987, jeszcze za czasów Warszawskiego Tygodnia Filmowego. Wśród zwycięzców byli Kieślowski, Jarmusch, Greenaway czy Alan Parker. Małgosia Imielska, która zdobyła ją w zeszłym roku za swój debiut „Wszystko dla mojej matki”, a w tym roku była jurorką, długo nie mogła uwierzyć w swój sukces.

CO MOŻNA BYŁO ZOBACZYĆ

A oto najbardziej „psychiatryczne” filmy tegorocznego WFF: „Pająki z papieru” / „Paper Spiders”, reż. Inon Shampanier — dorastająca córka stara się pomoc owdowiałej niedawno matce, u której pojawiają się objawy paranoi. „Assassins” / „Zabójczynie”, reż. Ryan White — dwie dziewczyny, Wietnamka i Indonezyjka, aktywne w mediach społecznościowych, zostają perfidnie wkręcone w prawdziwe zabójstwo. „Conference” / „Konferencja”, reż. Ivan I. Tverdovskiy — obchody rocznicy zamachu terrorystycznego w teatrze na Dubrowce. „The Beach” / „Plaża”, reż. Warwick Thorton — fascynujący trzygodzinny dokument znanego reżysera, który zrobił to, o czym wszyscy marzymy: zamieszkał na bezludnej plaży. „True North” / „Prawdziwa Północ”, reż. Eiji Han Shimizu – animacja; północnokoreański obóz koncentracyjny, czyli hardcore. „A Song Called Hate” / „Piosenka o nienawiści”, reż. Anna Hildur — islandzki i propalestyński zespół Hatari, określający się jako „postindustrialny BDSM”, jedzie na konkurs Eurowizji do Tel Avivu. „Get The Hell Out” / „Spieprzaj”, reż. I-Fan Wang — tajwańscy parlamentarzyści zarażają się wirusem, który zmienia ich w zombie. „Post Mortem”, reż. Peter Bergendy — fotograf robi zdjęcia zmarłym podczas epidemii hiszpanki w roku 1918. „By Your Side” / „Do szaleństwa”, reż. Audrey Estrougo — rodzina, rozdarta przez schizofrenię. „UFO”, reż. Iwan Wyrypajew — nagrania wypowiedzi o spotkaniach z przedstawicielami cywilizacji pozaziemskich. I wreszcie „Magnezja”, reż. Maciej Bochniak — szalony western, czy raczej „eastern”, z mega gwiazdorską obsadą.

Dostaję maile z gratulacjami od kolegów dyrektorów festiwali w Wenecji i San Sebastian. Ich festiwale, podobnie jak WFF, odbyły się w kinach, przy udziale publiczności. Kiedy trzy tygodnie po WFF, w sobotę 7 listopada, rząd znowu zamyka kina, powoli dociera do mnie, co się stało. Festiwalu po prostu mogło nie być.

SL, 2020-11-12   

/