DOŚWIADCZENIE

Jadwiga Myrtiluk

W moim życiu był moment, w którym wydawało mi się, że to, co mam do powiedzenia jest ważne. Więcej, wydawało mi się najważniejsze. Co oczywiście jest bzdurą – nigdy tak nie było i nie będzie. Ale miałam poczucie, że potrafię wypowiadać się na każdy temat, że mam wiedzę, umiejętność ubierania jej w słowa i zainteresowania nimi słuchacza. Myślałam też, że mogę mówić w imieniu innych. I nie, to nie był moment, w którym ujawniła się moja choroba. Chodzi o czas przed nią. Dlaczego dziś o tym piszę? Ponieważ mam wrażenie, że sporo osób wokół mnie mówi o rzeczach, o których nie ma pojęcia. Jedną z takich spraw są choroby psychiczne.

Wiem, że na polu edukacji jest jeszcze dużo do zrobienia. Zdaję sobie sprawę, że zmiany społeczne nie przychodzą natychmiast, gdy o nich pomyślimy. Jestem cierpliwa. Do czasu. Do czasu, gdy usłyszę, że ludzie działający na rzecz między innymi osób z niepełnosprawnościami mówią „ale schiza” albo „dostanę na głowę” lub „no, ja to chyba wyląduję w psychiatryku”. Nie, to nie są wypowiedzi sprzed stu lat. To słowa, które słyszę i czytam dziś, wczoraj, tydzień temu. Słowa, które wychodzą z ust profesjonalistów. Osób, które chcą pomagać innym. A posługują się paskudnymi kalkami językowymi. Pytanie brzmi, czy to tylko język? Czy to cała postawa? Rozumiem, że pewne sformułowania tkwią w języku potocznym. Ale ich używanie świadczy o totalnej ignorancji. Ba, świadczy o tym, do jakich kategorii są spychane osoby chore psychicznie. Wystarczy rzucić temat, natychmiast znajdą się historie z różnych środowisk, w których ktoś był/jest chory, w jaki sposób jego choroba się objawia i jak dziwnie się zachowuje.

Jako osoba chora wysłuchałam mnóstwa takich opowieści, usłyszałam słowa, które mnie obrażały. Tak. Czy skoro nikt nie wie, że choruję, to ludzie mają prawo śmiać się przy mnie z chorych? Mówmy wprost – to jest uwłaczające. Tak, piszę te słowa z ogromną złością. Złością, ponieważ taką emocję wywołuje we mnie myśl, że ktoś łatwo mnie kategoryzuje. Nie mając pojęcia o chorobie, jaką jest schizofrenia. Ja też nie wiedziałam, czym ona jest. Ale postanowiłam się dowiedzieć i nie pozwalam sobie na uproszczone, niesprawiedliwe osądy. Nie pozwolę też, żeby osoba zdrowa mówiła przy mnie, jacy są chorzy, używając stereotypów i opinii, które nie wnoszą w dyskusję o chorobach psychicznych niczego wartościowego. I może to trochę moja wina, bo się nie ujawniam. A może to żadne usprawiedliwienie? Czy chociaż w słowach nie można traktować drugiego człowieka jak człowieka?

/