Anna Grzywa

͢

Sylwia

W autobiograficznej książce „Szklany klosz” autorstwa Sylvii Plath, znakomitej pisarki cierpiącej na depresję, znajdują się opisy prób samobójczych, np.”Kiedy matka wyruszyła rano do pracy, wyciągnęłam jedwabny sznur z jej żółtego szlafroka kąpielowego i siadłszy na łóżku wzięłam się do robienia pętli. Czynność ta zabrała dużo czasu, ponieważ nigdy mi to dobrze nie szło, a już szczególnie nie miałam pojęcia jak zrobić solidną pętlę. Potem zaczęłam szukać jakiegoś haka. Kłopot polegał na tym, że nasz dom ma zupełnie nieodpowiednie sufity do takich poczynań. Są niskie, białe, gładkie, bez belek i bez haków na lampy… Przez dłuższy czas snułam się w poszukiwaniu sposobu na zamocowanie sznura, który zwisał mi z szyi jak żółty ogon koci, ale nic z tego nie wyszło. Na koniec przysiadłam na brzegu łóżka matki i zaczęłam zaciskać pętlę rękami. Ale kiedy zaczynało mi szumieć w uszach, kiedy krew uderzyła mi do głowy, ręce mi słabły i opadały i znowu czułam się doskonale. …Moje ręce słabły na przykład w kluczowym momencie i w ten sposób ciało moje ratowało się raz po raz od zagłady. Gdybym mogła sobie z nim dać radę, dawno już byłoby po wszystkim… Zdawałam sobie sprawę, że ludzie już się orientują, że nie mam piątej klepki, i że prędzej czy później – mimo, że matka usiłuje być dyskretna – bez większego trudu przekonają ją, żeby mnie oddała do zakładu dla umysłowo chorych pod pretekstem, że mnie tam wyleczą. Ale mój przypadek jest nieuleczalny”. Autorka tej książki podejmowała próby samobójcze trzykrotnie, w końcu zginęła śmiercią samobójczą, odkręcając gaz w swoim mieszkaniu.

Wirginia

Virginia Woolf (1882-1941) jedna z ważnych postaci w literaturze XX wieku, szczególnie popularna w kręgach feministycznych, w swoim dzienniku i listach dała obraz swoich przeżyć psychotycznych. Wielu krytyków literackich i znanych w owym czasie psychiatrów nie miało wątpliwości, że wielokrotnie nawracała jej choroba, chociaż są też i tacy, którzy opisywane przez nią samą stany traktują w kategoriach wyłącznie literackich. Jej zaburzenia próbują wyjaśnić historią jej życia z nadużyciami seksualnymi w dzieciństwie przez przyrodniego brata, nieprawidłową sytuacją w rodzinie, po wczesnej śmierci matki. Psychiatrzy rozpoznają u niej przewlekłą chorobę, która w aktualnej klasyfikacji nazywa się zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym. W historii rodziny, zarówno ze strony matki jak i ojca występowały choroby psychiczne, podobnie jak i u rodzeństwa. Wydaje się, że zarówno kreatywność, jak i zaburzenia psychiczne w tej rodzinie były częste. Ojciec był pisarzem, siostra Vanessa utalentowaną malarką, jeden z braci zajmował się psychoanalizą. W ciągu wielu lat choroby przebyła liczne epizody manii i depresji. Zachorowała w wieku trzynastu lat, najcięższe epizody choroby miały miejsce w wieku 15, 22, 24, 28 i 30 lat. W wieku 31 lat przebyła najpoważniejszy 9-miesięczny epizod choroby, podczas którego dokonała pierwszej próby samobójczej, dwa lata później podobnie. Wielokrotnie przebywała w prywatnych domach opieki. Późniejsze nawroty były łagodniejsze, ale zdarzały się do końca życia. W stanach manii, według słów jej męża opublikowanych w dziennikach, jej myślenie i mowa były zupełnie zdezorganizowane, aż do inkoherencji, traciła kontakt z rzeczywistością, potrafiła wiele godzin, a nawet dni mówić bez przerwy, nie zwracając uwagi czy ktoś słucha. Sama Virginia inaczej to widziała, bo pisała „Jako doświadczenie, szaleństwo jest wspaniałe i nie ma co kręcić nosem: a z jego lawy wciąż dobywam większość rzeczy, o których piszę. Zeń wszystko wytryskuje w gotowym kształcie, w postaci ostatecznej, nie zaś po kropelce, jak to w zdrowych zmysłach” (14).

W stanach depresji izolowała się, najchętniej leżała w swoim pokoju bez ruchu, obwiniała się za wydarzenia, które miały miejsce w przeszłości, uważała, że choruje za własne winy, odmawiała przyjmowania posiłków. Pisała w liście do przyjaciółki „leżałam jak kamienna statua”, obwiniała się, myślała o śmierci, uważała swoje utwory za nieudane, niewarte uwagi. W czasie kolejnego nawrotu choroby psychicznej dokonała czynu samobójczego rzucając się do wody. Literacki opis tego wydarzenia znajduje się w książce Michaela Cunninghama, bardziej znanej jako filmowa jej adaptacja pod tytułem „Godziny”. „….Teraz powracają głosy, mamroczące coś niewyraźnie poza zasięgiem wzroku, z tyłu, tuż za nią – wystarczy się odwrócić, a pierzchną, przeniosą się w inne miejsce. Po chwili wracają i nieuchronnie jak deszcz nadciąga ból głowy, który ją obezwładni, unicestwi, ogarniając bez reszty… Wybiera kamień wielkości i kształtu świńskiej czaszki. …wciska do kieszeni płaszcza… Zatrzymuje się tuż nad rzeką; fale z pluskiem uderzają o brzeg… Robi krok naprzód… Głosy już tu są… Nieporadnie brnie przed siebie (dno jest muliste), woda sięga jej już do pasa… nurt rzeki otacza ją i porywa tak nagle i krzepko, że wydaje się jej, jak gdyby atleta, który niespodziewanie powstał z dna, chwycił ją za nogi i mocno przycisnął do piersi”.

W pozostawionym liście do męża napisała „Najdroższy, jestem przekonana, że znowu tracę zmysły: czuję, że nie uda nam się przejść przez jeszcze jeden taki okropny okres. Tym razem nie wyzdrowieję”.

Jan

W 1994 roku John Forbes Nash dostał nagrodę Nobla za pracę dotyczącą teorii gier. Nash miał bardzo duży udział nie tylko w opracowaniu tej teorii, ale i w osiągnięciach w wielu innych dziedzinach matematyki. Interesujące opowiadanie we wstępie do ostatniej biografii Nasha naświetliło potencjalne relacje między geniuszem a schizofrenią. W czasie hospitalizacji psychiatrycznej w 1959 roku jeden z jego kolegów zapytał go, w jaki sposób człowiek uznający rozum i logiczne dowody może uwierzyć, że kosmici przesyłają mu wiadomości. Nash popatrzył na kolegę i odparł „Pomysł, że mam kontakt z istotami nadprzyrodzonymi przyszedł do mnie w taki sam sposób, jak moje matematyczne idee. Dlatego potraktowałem go poważnie” (2). Nash od dzieciństwa był samotnikiem, unikał kontaktów z dziećmi, ale wykazywał ciekawość w dziedzinie elektryczności i mechaniki. Kiedy zaczął chodzić do szkoły, okazało się, że jest zdolny, ale nie miał umiejętności społecznych. W czasie studiów profesorowie zachwycali się jego zdolnościami, natomiast rówieśnicy uważali, że jest dziwny i niedostosowany społecznie. Koledzy zazdrościli mu inteligencji i siły fizycznej, co powodowało, że dokuczali mu i robili złośliwe kawały.

W wieku 30 lat Nash zachorował po raz pierwszy. Choroba objawiała się urojeniami, omamami, zmianą zachowania. Pierwszy epizod choroby pojawił się po około 2-miesięcznym okresie narastającej dziwaczności zachowania. „Podszedł do grupki osób i nie zwracając się do nikogo konkretnego, wskazał palcem artykuł w lewym górnym rogu na pierwszej stronie, po czym oświadczył, że kosmici lub może rządy jakichś państw, kontaktują się z nim za pośrednictwem „New York Timesa”. Wiadomości, przeznaczone tylko dla niego, były zaszyfrowane i wymagały starannej analizy. Nikt poza nim nie potrafił ich odczytać. Został wtajemniczony w światowe sekrety. Porzucił w tym okresie matematykę, zajął się proroctwami, uważał się za Mesjasza. Pisał listy do ambasadorów różnych krajów, prawdopodobnie chciał utworzyć światowy rząd. Z powodu zaburzeń myślenia jego wykłady były niemożliwe do zrozumienia, wygłaszał niezborne myśli, był wyśmiewany przez słuchaczy. W miarę postępu choroby jego zachowanie stawało się coraz bardziej dziwaczne, twierdził, że jest podsłuchiwany, że „wie, co się dzieje”, podejrzewał nawet psy na ulicy, że go śledzą. Odwieziony do szpitala nie podpisał zgody na leczenie, twierdził, że powstał wielki ruch na rzecz światowego pokoju, a on jest jego przywódcą. Nazwał siebie Księciem Pokoju. Kiedy indziej mówił, że istnieje spisek dowódców wojskowych, którzy zamierzają przejąć władzę nad światem, a on dowodzi zamachem. W trakcie tej hospitalizacji rozpoznano u Nasha schizofrenię paranoidalną na podstawie obecności dziwacznych, bogatych treściowo urojeń prześladowczych i wielkościowych, podejrzliwości, względnej spójności wypowiedzi, ograniczonej mimiki, dystansu w stosunku do otoczenia. Były okresy, kiedy zachowywał się normalnie, po kilku dniach znów wypowiadał urojenia, oskarżał żonę, wyjeżdżał z domu nie zostawiając wiadomości. W Uniwersytecie, gdzie był zatrudniony trwały dyskusje czy Nash jest naprawdę chory umysłowo, czy tylko ekscentryczny. Wielokrotnie był hospitalizowany bez jego woli. Był leczony wszystkimi dostępnymi wówczas metodami, ale okresy remisji trwały po kilka miesięcy. Kiedy po wyzdrowieniu relacjonował swoje przeżycia mówił, że miał poczucie umysłowego wyczerpania i znużenia, powracające dziwne obrazy i rosnące wrażenie, że dostąpił objawienia i poznał tajemniczy świat, o którym inni nic nie wiedzą. W jego biografii (11) znajduje się wiele wypowiedzi o charakterze urojeniowym, m.in. (…) pewne prawdy można dostrzec w gwiazdach. Saturn jest związany z Ezawem i Adamem, a drugi księżyc Saturna, Tytan, to Jakub i Iblis, wróg Buddy. Źródłem wszelkiego zła są Żydzi, a zwłaszcza Jack Bricker, który jest Hitlerem i trójca zła złożona z Mory, Iblisa i Napoleona (…) Jestem w istocie uchodźcą od fałszywych symboli i niebezpiecznych symboli”.

Kiedy Nash będąc w okresie remisji prowadził swoje badania w bibliotece, był znany kolejnym rocznikom studentów jako „wariat z biblioteki lub „szalony geniusz z Firestone”, chociaż w tym czasie nie przejawiał zaburzeń zachowania. Człowiek w czasie remisji, kiedy objawy choroby psychicznej zmniejszają się lub zupełnie ustępują może odczuwać radość z powrotu do normalnych zajęć codziennego życia. Jeżeli jednak w czasie choroby czuł się wtajemniczony w sprawy dla innych niedostępne, czuł się kimś wyższym, czasem bogiem, to jego reakcja może być inna. Może mieć poczucie małego znaczenia, szarości, może sprawy powszednie traktować jako obniżające jego wartość w porównaniu z poprzednią. W autobiograficznym eseju napisanym po otrzymaniu nagrody Nobla, Nash napisał: „racjonalne myślenie narzuca ograniczenia wyobrażeniom danej osoby o jej związku z kosmosem”.

Wincenty

Vincent van Gogh jest często podawany jako przykład powiązania genialnych zdolności z zaburzeniami psychicznymi w postaci pogranicznego zaburzenia osobowości (borderline personality disorder). Według Weissensteinera (18) artysta cierpiał nie tylko na zaburzenie afektywne dwubiegunowe, ale też padaczkę skroniową. Można sądzić na podstawie danych z literatury, że obraz choroby Van Gogha miał cechy zespołu psychoorganicznego, biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie występowały u niego napady padaczkowe, był przewlekle niedożywiony i nadużywał alkoholu ze szczególnym upodobaniem absyntu, który zawiera środek toksyczny, tujon, działający na ośrodkowy układ nerwowy. Istniał w piśmiennictwie francuskim termin padaczka absyntowa. Na początku XX wieku używanie absyntu, jako środka psychotoksycznego, zostało w niektórych krajach zabronione. Chorował też na rzeżączkę. Dodatkowo wdychał kamforę, którą trzymał pod poduszką w celach nasennych. Ponadto nie można pominąć ewentualnego wpływu wdychania oparów farb olejnych zawierających cynk, kobalt, chrom i terpentynę podczas malowania obrazów. Tak duże dawki środków toksycznych mogły doprowadzić do przewlekłej encefalopatii, manifestującej się objawami psychopatologicznymi.

Po wnikliwym przeanalizowaniu danych z literatury dotyczących życiorysu, wywiadu rodzinnego i listów artysty, Blumer (4) zwraca uwagę na fakt, że jedna z sióstr Van Gogha cierpiała na schizofrenię i zmarła w azylu psychiatrycznym. Analiza zdjęć artysty w wieku 13 i 19 lat wykazała asymetrię czaszkowo-twarzową, co według badaczy może sugerować okołoporodowe uszkodzenie mózgu. W wieku około 33 lat zaczęły u niego występować napady polegające na tonicznych skurczach dłoni i krótkotrwałej utracie świadomości, po czym następowało zaburzenie świadomości o charakterze zespołu amnestycznego ze splątaniem. Blumer wiąże pojawienie się tych napadów z nadużywaniem absyntu. W niedługim czasie wystąpiły epizody psychotyczne z pobudzeniem ruchowym, omamami i urojeniami, które pokryte były niepamięcią. Prawdopodobnie w takim stanie artysta dokonał samookaleczenia, odcinając sobie część małżowiny usznej. Omamy, o których wiadomo z listów do brata były przerażające, niektóre miały charakter religijny. Podczas pobytu w azylu dokonywał prób samobójczych spożywając terpentynę lub olej do lamp i według relacji leczących go lekarzy były dokonywane w stanie pomrocznym. Samobójstwo, którego dokonał, było nieoczekiwane dla otoczenia, ale przed śmiercią wypowiedział słowa: „Nie mogłem dłużej tego znosić, dlatego strzelałem do siebie”. Wielu badaczy zajmuje się diagnozowaniem choroby Vincenta Van Gogha, ale zadanie to nie jest łatwe. Diagnozy różnią się dość istotnie, mimo że opis objawów jest podobny. Sam artysta w listach opisywał swoje stany jako: „ataki melancholii”, „momenty entuzjazmu i wściekłości”, „napady lęku”, „uczucie pustki i zmęczenia”. Objawy te mogą odpowiadać różnym rozpoznaniom, jednak analiza dokonana przez Blumera wydaje się najbardziej przekonująca. Zmienność emocji, melancholia lub wzmożona aktywność z drażliwością, nasilanie się częściowych napadów padaczkowych po nadużyciu absyntu, wskazują na możliwość istnienia uszkodzenia organicznego mózgu w okolicy skroniowej pochodzenia okołoporodowego. Opary farb i terpentyny, absynt, problemy niewątpliwie wpływały na okresowe pojawianie się objawów psychotycznych i na fatalne zakończenie życia artysty.

Harmenszoon i jeszcze inni

Schildkraut (16) zinterpretował stan psychiczny Rembrandta na podstawie namalowanych przez niego obrazów. Wywnioskowano, że malarz ten cierpiał na dwubiegunowe zaburzenie afektywne. Około roku 1630 malowane obrazy są pogodne, jasne i pełne barw, a zachowanie jego w tym okresie cechowało radosne podniecenie i rozrzutność, co doprowadziło jego rodzinę do ubóstwa. Około roku 1642 malowane obrazy przepojone były melancholią, ciemnymi barwami. Autorzy pracy porównali autoportrety Rembrandta, jeden namalowany w 1639 roku pełen dumy, z błyszczącymi oczyma, nawet z odcieniem arogancji, strój barwny, nawet wystawny. Drugi autoportret z 1648 roku jest pełen smutku, ociężałości, w ubogim ubraniu, artysta przedstawiony jest na nim jako stary, smutny, ociężały człowiek.

Z polskich autorów można wspomnieć o Edwardzie Stachurze, pisarzu i poecie, który popełnił samobójstwo przez powieszenie, prawdopodobnie w stanie depresji, o Jerzym Kosińskim, pisarzu i aktorze, który przyjąwszy dużą dawkę środków nasennych i alkoholu utopił się w wannie nałożywszy na głowę torbę foliową. Rafał Wojaczek przedstawiciel tzw. Nowej Fali, miał błyskotliwy talent, w swoich utworach rozpamiętywał mroki świata i nieuchronność śmierci. Mówiono o nim, że „flirtował ze śmiercią”. Wojaczek nie unikał śmierci, wręcz przeciwnie, przyzywał ją, kreował, prowokował, skakał przez okno, wieszał się, wreszcie przedawkował środki nasenne.

Preti i Miotto (15) przeanalizowali biografie sławnych artystów zawarte w encyklopedii, biorąc pod uwagę popełnione przez nich samobójstwa. Rozpatrzyli lata 1800-1900. Okazało się, że z 3093 osób samobójczą śmiercią zginęło 59 osób, co stanowi 1,9 %. Najczęściej w tej grupie znaleźli się poeci i pisarze, ich średni wiek to 44 lata. W analizowanej przez nich encyklopedii znalazł się jeden Polak – Jan Lechoń (1899-1956), 7 Rosjan, m.in. Cwietajewa (1892-1941), Jesienin (1895-1925), Majakowski (1893-1930), 4 Japończyków, m.in. Dazai (1909-1948), Akutagewa (1892-1927), 8 Amerykanów, m.in. Hemingway (1899-1961), London (1876-1916), Plath (1932-1963), z Anglików znalazła się na tej liście Virginia Woolf (1882-1941). Wiele z tych znanych postaci cierpiało na zaburzenia psychiczne, jednak przedstawiona analiza nie dotyczyła ich chorób, jedynie ukazała problem, że osoby twórcze często giną śmiercią samobójczą.

Dodaj komentarz