PRZEMYŚLENIA ZESTRESOWANEGO PSYCHIATRY

Ireneusz Cedeński

/

Covid jest przereklamowany – powiedział mi znajomy internista po tym, jak wrócił z 32-dniowej izolacji, którą odbył, gdy stwierdzono u niego obecność tego wirusa. Spędził tę izolację wraz z żoną, też internistką pracującą w tym samym oddziale. Wyglądają na szczęśliwych. Kiedy ostatnim razem mieli tyle czasu dla siebie nawzajem?

Covid jest przereklamowany – powiedział mi znajomy lekarz chorób zakaźnych. Po czym, zaraziwszy się, przez wiele tygodni utrzymywany był przy życiu przy użyciu aparatury ECMO. Przeżył. Przeciągnęli go. Wspaniali. Z tego, co wiem, zmienił zdanie co do tego „przereklamowania.” Jest teraz chodzącą reklamą możliwości współczesnych technologii medycznych.

Jakoś mi nie pasuje słownictwo zapożyczone z dziedziny handlu i marketingu wobec zjawiska takiego jak pandemia choroby wirusowej. Zamiast „słownictwo” chciałem napisać „narracja”, ale z tego, co się orientuję, to nie ma błędnych narracji, choć chyba są mniej lub bardziej adekwatne.

Niezupełnie pasuje tu też narracja „pseudowojskowa” zawierająca wyrażenia w rodzaju: „Covid w odwrocie. Wygrywamy!” oraz „Covid atakuje”. Wirusy namnażają się stale, mniej lub bardziej masowo. Stale są w ofensywie, mniejszej lub większej. Taka ich natura. Nie modyfikują swoich zachowań. Tylko my możemy to robić.

Starożytni Grecy w micie o Hydrze lernejskiej zawarli prawdę o walce z organizmami zdolnymi do szybkiej replikacji i podziału. Przypomnę, że Herakles, aby się z Hydrą uporać, wypalił rany po obciętych głowach, a nieśmiertelną środkową głowę zakopał. Coś mi to wypalanie przypomina sterylizację i dezynfekcję, a zakopanie – umieszczenie w dobrze strzeżonym laboratorium wirusologicznym, banku DNA.

Martwię się trochę, podobnie jak wielu moich kolegów i przyjaciół o to, czy ta walka z covidową Hydrą nie przysłoni w oczach decydentów reformy lecznictwa psychiatrycznego. A przecież nie powinna. Rozproszenie chorych i odwiedzanie ich w ich miejscach zamieszkania wpisuje się w nowe realia idealnie. Pustawe oddziały stacjonarne zmniejszają ryzyko transmisji wirusów. Dobre, bo spersonalizowane relacje z pacjentami wypisanymi z objętych programem pilotażowym oddziałów pozwalają na to, by podtrzymywać je nawet przez telefon…

Dawny pomysł, aby skupiać w jednym miejscu duże grupy poważnie chorych psychicznie ludzi (w czasach pandemii nie potrafiących zachowywać reżimu sanitarnego, dystansu społecznego), który i tak trącił już myszką, w obecnych czasach nabiera kolorytu horroru.

Rzucam więc marketingowo-wojskowe hasło: „Psychiatria środowiskowa w ofensywie, Covid w odwrocie!”.

Znalazłem w szufladzie małą karteczkę z napisem:

Boże, użycz mi
POGODY DUCHA
abym godził się z tym
czego nie mogę zmienić

ODWAGI
abym zmieniał to
co mogę zmienić

I MĄDROŚCI
abym odróżniał jedno od drugiego

Mam ją od tak dawna, że już zupełnie zapomniałem, kto mi ją dał. Może jakiś alkoholik-ozdrowieniec, a może zaprzyjaźniony terapeuta uzależnień. Poznałem tę sentencję w początkach pracy zawodowej, ale wierzcie mi, nie nauczyłem się jej na pamięć. Nawet teraz, gdy ją przepisałem z tej karteczki. A wiecie dlaczego? Bo nie mogę się z nią zgodzić. Popatrzyłem, podumałem i znalazłem w niej błąd: Jak już prosić Najwyższą Instancję, to trzeba zacząć od odwagi. Bez niej nie można nawet myśleć o zmianie. Jak już poczujesz ją w sobie, tę odwagę, możesz pomyśleć o tym, co możesz zmienić. Potem trzeba modlić się o mądrość, żeby, mówiąc po lekarsku, i śmiały zabieg się udał, i pacjent go przeżył. A dopiero potem, gdy już twoje odważne i mądre poczynania dają dobre owoce, pomódl się o pogodę ducha, bo, wcześniej lub później spotkasz barierę nie do pokonania. Wtedy potrzebna jest pogoda ducha. Ale znowu… Wcale nie musisz godzić się z tym, czego nie możesz zmienić. Powinieneś godzić się z tym, że są na tym świecie rzeczy, których ty sam w pojedynkę nie możesz zmienić. I nic więcej.

Jak mam godzić się z tym, czego nie mogę zmienić, a potem zdobywać się na odwagę? Jak dobrze popracujesz nad pogodą ducha, to tak się zmęczysz i masz tak dobrze, że ci się nie chce nic zmieniać. Prawdziwa, mocna pogoda ducha jest nagrodą za odwagę i mądrość, a nie stanem wyjściowym. Wyjściowym stanem jest niepokój i twórczy gniew.

A tytuł?

Ci, którzy przeżyli ostatnią wielką wojnę, a byli na pierwszej linii, to nie ci, co się kulom nie kłaniali.

Pomyśl sam. Co możesz zrobić, by ograniczyć rozprzestrzenianie się tego paskudztwa?

Reaguj.

/

*ZboWiD – Zwiazek Bojowników o Wolnośc i Demokrację. Organizacja kombatancka. Zrzeszał część byłych żołnierzy z regularnych polskich formacji wojskowych, organizacji zbrojnych walczących o niepodległość Polski w okresie przed 11 listopada 1918, organizacji konspiracyjnych walczących w okresie II wojny światowej, więźniów obozów hitlerowskich, żołnierzy Wojska Polskiego oraz członków różnych ugrupowań komunistycznych, funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej[1]. Związek Bojowników o Wolność i Demokrację zrzeszał także wdowy i sieroty, będące członkami rodzin pomordowanych lub poległych obywateli polskich. Do Związku Bojowników o Wolność i Demokrację nie przyjmowano wielu kombatantów, głównie z powodów politycznych, m.in. części żołnierzy Armii Krajowej[1]. Miało to miejsce zwłaszcza do 1956, w okresie największego nasilenia stalinizmu w powojennej Polsce. (Żródło- Wikipedia.)