HISTORIA PSYCHIATRII KRAKOWSKIEJ OD KUCHNI

Jacek Bomba

/

Kiedy nadciąga reforma opieki nad zdrowiem psychicznym, dzięki której to nie psychiatrzy, a psychoterapeuci będą pierwsi odpowiadać na potrzebę pomocy, trudno wyobrazić sobie czas, w którym psychoterapeutów nie było, asystentów społecznych nie szkolił nikt, a psychologię można było studiować tylko na jednym uniwersytecie. A ponieważ był to Uniwersytet Katolicki, w Lublinie, jego absolwentom trudno było o pracę. Chyba, że szukali jej w dużych szpitalach psychiatrycznych, w których profesjonalistów brakowało. Dawny to czas. Ale nie prehistoryczny. Raptem 60, 70 lat temu. Na tyle jednak dawny, że mało kto pamięta o roli stalinizmu w otoczeniu chorych w szpitalach psychiatrycznych opieką psychologów – absolwentów KUL-u.

Studia psychologiczne, które obecnie oferuje każda niemal szkoła wyższa, wznowiono w uczelniach państwowych w Polsce po tzw. Październiku ‘56. Także w Uniwersytecie Jagiellońskim. Absolwentki tego pierwszego, po wznowieniu, kursu psychologii klinicznej zjawiły się w krakowskiej klinice siejąc ferment. Jak drożdże. Nie tylko dlatego, że były młode i piękne (takie były też pielęgniarki i lekarki). Głównie dlatego, że chciały pracować inaczej. A ponieważ zbiegło się to w czasie ze zmianami, jakie zaproponował Antoni Kępiński, miały możliwości.

Pierwszą z nich była Elżbieta Uniwersał, dziś znana jako dr Elżbieta Leśniak. Stopnia i nowego nazwiska dorobiła się pracując w Klinice. A pracowała w niej od dyplomu do emerytury. W tym czasie, wspólnie z ówczesnym docentem Zdzisławem Rynem, kierowała też Zakładem Psychologii Klinicznej UJ. Wspólnie z doc. Dorotą Jasiecką, dr Wandą Badurą i mgr Anną Lipowską-Teutsch zakładała i prowadziła pierwszy w Krakowie Ośrodek Interwencji Kryzysowej. Nie wspominam nawet o badaniach naukowych, jakie prowadziła.

Do dziś kieruje się tym, że pracuje z ludźmi. Ich cierpienie, choroba, zaburzenie – są ważne, bo to one sprawiły, że w ogóle się spotkali. Na pierwszym miejscu stawia tego właśnie człowieka, którego spotkała. Dr Elżbieta Leśniak nie lekceważy deficytów rozwojowych, ani podatności na zranienie (które zdają się na nowo skupiać uwagę badaczy zdrowia psychicznego i jego zaburzeń), wymaga jednak od siebie i innych profesjonalistów uważnego zrozumienia chorego człowieka. Rozumienie ma cechować krytyczna uwaga – zwłaszcza dla zachowań, a co istotne, akceptacja osoby, której pomaga. To szczególna wersja psychiatrii zwanej humanistyczną.

Dr Elżbietę Leśniak spotkałem w Teatrze Międzyszkolnym przy V Liceum Ogólnokształcącym im. Augusta Witkowskiego. Teatr założył i prowadził Dyrektor Liceum Stanisław Potoczek. Ela z włosami blond, po kolana rozpuszczonymi, występowała w roli Elenai w dramie o Słowackim „Zostanie po mnie ta siła fatalna”.

Niestety gotowanie nie jest – tak jak człowiek – pasją dr Leśniak. Zasłania się a to poczuciem niekompetencji, a to mistrzostwem swojej preceptorki, profesor Susułowskiej, a to wreszcie upodobaniami kuchennymi swojej córki Ewy.

Skromność na pierwszym planie! Ale nie unika kulinariów. Na przykład robi łatwą, a pyszną sałatkę.

Sałatka Eleni (na jedną osobę)

1 dag                       dobrego twarogu
1                               jajko
2                               młode, zielone cebulki
2 łyżki                     kwaśnej śmietany
do smaku               sól

Sałatka jest w zasadzie wiosenna, około wielkanocna, wszystkie jej składniki dostępne są teraz cały rok. Można ewentualnie zastąpić cebulkę szczypiorkiem.

Twróg podzielić na kawałki o boku 1,5 cm. Cebulkę pokroić na półcentymetrowe kawałeczki. Ugotowane na twardo jajka ostudzić w zimnej wodzie, obrać, pokroić na ćwiartki, a te jeszcze w poprzek na pół.

Ułożyć jajka na twarogu, posypać cebulką, polać śmietaną i posolić

Tortu, którym profesor Maria Susułowska podejmowała gości, których chciała szczególnie uraczyć, dr Elżbieta Leśniak nigdy nie próbowała przyrządzić.

Tort Mańci

1 szklanka                 cukru
2                                 jajka
50 dag                        masła
2 do 5 łyżek              kakao
15 dag                        orzechów włoskich
10 dag                        suszonych śliwek
10 dag                        suszonej żurawiny
10 dag                        drobrych rodzynek
2 tabliczki                 mlecznej czekolady
15                               małych bez
4                                 duże wafle tortowe
                                  dodatkowe bezy i orzechy do dekoracji

Jajka trzeba ubić na parze ze szklanką cukru, na sztywno. Masło utrzeć w makutrze lub w malakserze, na puch. Powoli dodawać, nadal ucierając ostudzony krem z jajek i cukru. Kiedy krem połączy się z masłem, dodać kakao (ilość zależy od upodobania). Do tak ukręconej masy wmieszać posiekane orzechy, pokrojone w cienkie paski śliwki, rodzynki, żurawinę i pokrojoną drobno tabliczkę czekolady. Na koniec wmieszać rozkruszone bezy i pokruszone wafle (trzeba je wcześniej podsuszyć w piekarniku).

Na dnie tortownicy o średnicy 25 cm ułożyć wafel. Wyłożyć nań wymieszaną masę, przykryć drugim waflem. Na ten wylać roztopioną w miseczce nad parą drugą tabliczkę czekolady. Udekorować bezami i orzechami. Schłodzić w lodówce. Wyjąć go stamtąd przed podaniem, żeby nie był zbyt twardy.

/