DOŚWIADCZENIE

Jadwiga Myrtiluk

/

Skąd ludzie biorą moc, by codziennie rano wstać z łóżka? Co jest dla nich motywacją, gdy ich stan psychiczny czy samopoczucie wcale nie są dobre? Albo gdy w ciągu dnia/miesiąca/roku nic pozytywnego ich nie czeka? Jak to się dzieje, że mimo wszystko otwieramy oczy, siadamy na łóżku i rozpoczynamy dzień? Nawet gdy rzeczywistość jest okrutna, a objawy choroby wkradają się również do snu, przez co przebudzenie jest jednym z najtrudniejszych momentów?

Przeszłam gładko od podmiotu „ludzie” do „my” z określonego powodu. Dobre dziesięć lat temu dominowała u mnie postawa bierności. Skoro nie mogę otworzyć oczu, to ich nie otwieram. Jeśli nadal chce mi się spać, to po prostu zasypiam. Gdy mam obowiązki, ale nie mam na nie siły, to zostaję w łóżku na wiele godzin, budząc się późnym popołudniem i stwierdzając, że nie ma już sensu wstawać. Wyobrażacie sobie takie życie? Zatem jak znalazłam się po tej drugiej, silnej stronie? Co takiego musiałam zrobić?

Odpowiedź może brzmieć dziwnie, ale jest prawdziwa: nie wiem. Tak, siły nie zauważa się u siebie we wtorek. Albo w Sylwestra. Ona buduje się powoli, prawie niezauważalnie. Gdzie to się odbywa? W głowie. Poprzez kolejne, nowe doświadczenia. Nie tylko dobre. Odnoszę wręcz wrażenie, że to przez te złe nauczyłam się więcej. Natomiast nie znoszę powiedzenia „co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Stanowi ono dla mnie gotowiec, którego można użyć w wielu sytuacjach, a który nie pomaga zrozumieć tego, co nam się przydarza. Wracając do siły – siłą jest przyznanie się do bezsilności. Akceptacja cierpienia i idącej za nią słabości była jednym z największych wyzwań w moim życiu. Do tej pory czasem odczuwam ból, bo nie potrafię odpuścić, pozwolić mojemu organizmowi się regenerować. A on sam najlepiej wie, czego potrzebuje.

Ale są elementy, które w budowaniu siły mogą pomóc i nie są wcale drogie. Jednym z nich jest konfrontowanie się z samym sobą. Wtedy nie ma ucieczki. Następnie cisza. Wiele razy uspokaja i daje przestrzeń. Nagłe odcięcie od dźwięków zmusza do kolejnego sposobu – skupienia się na własnych myślach. Zdarza się, że przewijają się przez nie te same sytuacje, osoby, sformułowania. Spojrzenie na nie i nazwanie ich także daje siłę. I chyba jest konieczne, żeby się z tymi myślami pożegnać. A gdy nie można na siebie spojrzeć od wewnątrz, bo zdarza się derealizacja? Mam na to jedno lekarstwo. Gdy przechodził mnie zimny dreszcz i czułam, że nie jestem w swoim ciele, bardzo szybko zmieniałam otoczenie. Wychodziłam z pokoju, z domu, rozpoczynałam rozmowę. Odwracałam sytuację. Odzyskiwałam kontrolę.

Jednak siła to nie kontrola. Siła to odpuszczanie kontroli. Pozwalanie sprawom płynąć. Tak, to dopiero jest trudne. I boli.

/