SNOBISTYCZNO-PRETENSJONALNY FELIETON GRAFOMAŃSKO-PLOTKARSKI

Bogusław Habrat

/

            Jak połączyć gorący temat koronawirusa z tytułową Anną Netrebko? Prosto: trzeba zachorować. I to nie na byle jaką infekcję bezobjawową, ale na pneumonię jak trzeba! Z tym, że choroba felietonisty „Psychiatry” nikogo by nie zainteresowała (co najwyżej: od kogo złapał i w jakich okolicznościach?).

Otóż zbieram sobie gruboude prawdziwki z wyższością omijając mizdrzące się pomarańczami maślaki, a nawet koźlarze z niewygolonymi podudziami, a tu sms za sms-em, zaczepki na Whatsapie, pluskania informacji z Facebooka: no i co ty na to, że Netrebko ma Covida? No to odpowiadam (po części zgodnie z prawdą), że (w domyśle: na skutek mojej energicznej interwencji) koledzy już ją obstawili medycznie, niczego jej nie brakuje, a sam Władimir dzień roboczy zaczyna od sms-owych zapytań o samopoczucie Ani. Pięć dni hospitalizacji z powodu zapalenia płuc, już czuje się lepiej (uffff!). Ale zaraz: „lepiej” to nie znaczy przecież „całkiem dobrze”! Z tzw. „nerw” aż nadepnąłem na urokliwe borowiki-bliźniaki. Na szczęście nadawały się do reanimacji.

Podobno u części ozdrowieńców covidowych nie dochodzi do pełnej restytucji wydolnościowej i np. niektórzy tenisiści nie mogą zbliżyć się do wydolności przedchorobowej. No a Ania przecież pracuje głównie płucami! Przedwakacje z Met pozwoliły oglądać Anię śpiewającą w prawie wszystkich operach (w których tam występowała, a nie w ogóle), więc można było prowadzić lockdawnowe dyskusje, czy jej kariera jest na krzywej zstępującej (panowie, że tak; panie, że nie). Teraz nawet panie się wahają. A miała być uczta, bo nie znamy Ani w „Don Carlosie”, a miała trzy razy występować w nim w Teatrze „Bolszoj” (podobno tak się pisze, a nie: „w Bolszym”). Już samo to stanowiło sensację, bo tam Ania z zasady nie występowała (nawet w słynnym reołpeningu posiłkowano się pribałtkami).

            Dr S. jako jedyny zdobył nagrodę za uważne czytanie netrebek między wierszami i w wierszach. Nikt, nawet Żona Naczelnego, nie zauważył podmienienia użycia terminu downlocking zamiast lockdownu. A to był prosty sprawdzian, kto ma poziom testosteronu dyskwalifikujący z udziału w olimpiadzie. Nagrodą było unikalne, bo czerwone, wino tokajskie Purcsin 2018 z trochę odrażającej nowoczesnością winiarni Basiclicus w Tarcal. Inna sprawa, że wino otrzymał przed rokiem, ale to niczego nie zmienia, a wprost przeciwnie: pokazuje, że zawsze w niego wierzyłem.

            Jak już trafiliśmy na tereny Tokaj-Hegyalja, to trzeba było wyjść poza klimaty 6-putonowych aszu. Już w Krośnie trafiłem na likwidację sklepu, gdzie po długich i upokarzających targach nabyłem zacną buteleczkę esencji tokaju (TokajiAszúessentia 2000 z winiarni Bodnara w Mad). Zawsze marzyłem o tym z piwnicy Andrassy’ich, ale to było jeszcze przed waloryzacją emerytur. Wina esencja to właściwie… nie wina. Zawierają (uwaga!) do trzech procent alkoholu, a niektóre w ogóle go nie zawierają. Wino-nie wino powstaje w wyniku niezwykle selekcyjnego zbierania najlepszych gron mocno tkniętych grzybiastą zarazą i przez to wstępnie lekko zrodzynkowanych. Zebranych najczęściej kilkudziesięciu, a czasem niewiele ponad sto, kilogramów podeschniętych winogron nie wytłacza się mechanicznie (jak w przypadku innych win), tylko grawitacyjnie. Co wycieknie – to esencja, której dalej się już nie fermentuje. A że tego tyle, co kot napłakał – to i drogo.

            Snobizm winny polega na preferowaniu win wytrawnych i lekceważącym stosunku do win słodkich i ich konsumentów. Pomijając kwestie poprawności politycznej, która wydaje się nie uwzględniać różnorodności wynikającej z polimorfizmów genów związanych z odczuwaniem smaków (p. dawniejsze prace gustologiczne p. prof. B. nad alkoholikami i ich dziećmi, które to [prace, nie: alkoholicy] są cytowane w naukowym piśmiennictwie winiarskim), pobyt w rejonie tokajskim odkompleksia wyszydzanych miłośników słodyczy. Co tam! Wraca się z poczuciem wyższości nad snobami z trudem ukrywającymi wykrzywianie gęby po konsumpcji kwaśno-cierpkich „specjałów” wytrawnych.

           Aha: choć to wszyscy wiedzą, to jednak przypomnę, że tokajską esencję pije się nie kieliszkami, tylko kryształowymi łyżeczkami. I co, wytrawniacy?! Wszyscy je macie, prawda?

            Informacyjnie, nie reklamowo i bez lokaty, i lokalizacji produktu: Gdzie znajduje się jedna z najpiękniejszych winnic świata? Paręnaście kilometrów od Krosna, nazywa się „Widokowa”. Wybór win malusieńki, ale to dobrze, bo same wina jeszcze kiepskie. Ale widoki! Zakochacie się i wrócicie ze swoim ulubionym winem pod pazuchą.

/