CENTRA ZDROWIA PSYCHICZNEGO W OKRESIE EPIDEMII COVID-19

Renata Mirowska-Masternak
Lekarz kierujący Centrum Zdrowia Psychicznego w Sandomierzu

/

Czy dla rozwoju psychiatrii środowiskowej można wyobrazić sobie większy cios niż pandemia z wszelkimi tego faktu skutkami – zamknięciem poradni, oddziałów dziennych, ograniczeniami pracy Zespołów Leczenia Środowiskowego?

To wszystko właśnie się zdarzyło.

4 marca br. zanotowano pierwsze zachorowanie na koronawirusa w Polsce. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. 12 marca na zebraniu ordynatorów dyrektor szpitala, w którego strukturach działa Sandomierskie Centrum Zdrowia Psychicznego, zarządził zamknięcie poradni i wszelkich placówek działających w systemie dziennym. Zamknięto drzwi szpitala dla odwiedzających. Przed jedynym czynnym wejściem pojawili się zabezpieczeni maseczkami na twarzach, umundurowani członkowie Wojsk Ochrony Terytorialnej z termometrami i środkami dezynfekcyjnymi. Warunkiem wejścia do zamkniętej twierdzy, w którą przekształcił się szpital, stało się pokazanie identyfikatora lub odbicie pieczątki służbowej.

Przed SOR-em rozbito czerwony namiot, w którym odbywa się wstępna selekcja – wypełnianie ankiet dotyczących ryzyka zakażenia, mierzenie temperatury. Nie zabezpieczyło to jednak SOR-u przed niefrasobliwymi pacjentami, którzy w czerwonym namiocie „zapominali” poinformować, że wrócili właśnie z Niemiec czy Włoch, a teraz mają objawy jakiejś infekcji. Izba Przyjęć Psychiatryczna, jako jedyna posiadająca oddzielny węzeł sanitarny, została przekształcona w salę izolacji dla osób w podejrzeniem zakażenia koronawirusem. Nie trzeba było długo czekać na konsekwencje tego rozwiązania. W trakcie przyjmowania pacjenta na Oddział Psychiatrii na Ogólnoszpitalnej Izbie Przyjęć znalazła się równocześnie pacjentka kierowana do Zakładu Paliatywnego. Jak się okazało po wykonaniu testu na koronawirus, była ona osoba zakażoną.

Efekty – lekarz psychiatra został skierowany na kwarantannę, a pacjent spędził ok. tydzień w sali izolacji oddziału psychiatrii. Ostatecznie, wykonane w 5 dobie od ekspozycji, testy PCR nie wykazały obecności koronawirusa, ani u lekarza, ani u pacjenta.

Izolatkę oddziału psychiatrii wykorzystywaliśmy jako miejsce kwarantanny jeszcze jeden raz – historia nie wiem, czy bardziej smutna, czy bulwersująca. Pewnego popołudnia lekarz dyżurny oddziału uzyskał telefonicznie informację, że niebawem karetka pogotowia przywiezie z sąsiedniego województwa pacjenta z myślami samobójczymi, gdyż oddział psychiatrii CZP, na którego terenie jest zameldowany pacjent, został zamknięty „z powodu koronawirusa”. Na informację o braku możliwości przyjęcia pacjenta, dyspozytor stwierdził, że niezależnie od wszystkiego „podrzuca” pacjenta do „czerwonego namiotu” szpitala w Sandomierzu, bo inne szpitale są daleko. Co zapowiedział, to zrobił. Pacjent został zbadany, z dokumentów wynikało, że 3 dni wcześniej został on wypisany z tegoż właśnie, zamkniętego z powodu koronawirusa, oddziału psychiatrii. Spodziewać by się można, że pacjent wypisywany z takiego oddziału, będzie miał wykonane badanie w kierunku ewentualnego zakażenia lub skierowany zostanie na kwarantannę, ale to nie ten przypadek. Lekarz z uwagi na stan psychiczny pacjenta podjął decyzję o przyjęciu. Pacjent został umieszczony w sali izolacji – po pierwsze z braku innych miejsc, po drugie, ustalenia epidemiologiczne były wskazaniem do izolacji i wykonania testów.

27 maja to ważna data, bo od tego dnia szpital w Sandomierzu we własnym zakresie wykonuje testy PCR. Procedura trwa niecałą godzinę. Opisana sytuacja miała miejsce na początku maja, na wynik z SANEPID-u w Kielcach czekało się 3-5 dni. To jeden z najpoważniejszych problemów na polu zmagania się z pandemią.

Dotychczas dwóch pacjentów przebywających na kwarantannie, chorych psychicznie, zostało skierowanych z Sandomierskiego SOR-u do wyznaczonego do tego celu oddziału psychiatrycznego szpitala w Morawicy.

Oddział stacjonarny bardzo nieznacznie zwolnił tempo pracy. W okresie od 15 marca do 15 maja 2019 r. hospitalizowano tylko o 5% pacjentów więcej niż w analogicznym okresie br. Wynika to zapewne z faktu, że praktycznie wszyscy pacjenci są przyjmowani w trybie pilnym. Obniżenie ilości przyjęć dotyczyło jedynie detoksykacji. Ogólnie odnotowano krótsze okresy hospitalizacji. Dla pacjentów utrudnieniami są brak przepustek, wolnych wyjść i odwiedzin. Praca Oddziału Dziennego Psychiatrii została przerwana, pacjenci wypisani. Zaproponowano im możliwość kontaktu telefonicznego z psychoterapeutami oraz możliwość kontynuacji farmakoterapii w ramach wizyt w Poradni Zdrowia Psychicznego. Psychologowie Oddziału Dziennego podjęli dyżury pod telefonem dla osób potrzebujących wsparcia w związku z trudnymi emocjami w okresie pandemii. Informacje o oferowanej przez CZP pomocy pojawiły się na stronie internetowej szpitala oraz w lokalnej prasie.

W drugiej połowie kwietnia wspólnie z zespołem terapeutycznym niedziałającego Oddziału Dziennego rozpoczęliśmy pracę w systemie rotacyjnym – co 7 dni 2 zespoły lekarzy, psychologów i terapeutów pracują na zmianę w Oddziale Psychiatrii lub w Poradni Zdrowia Psychicznego. Praca w Poradni jest realizowana w 90% w postaci teleporad. Psychoterapeuci pracują głównie zdalnie przez Skypa, WhatsAppa lub telefonicznie. Lekarze, z racji konieczności kontynuacji farmakoterapii, pracują stacjonarnie. Ze statystyk wynika, że ilość udzielonych porad zmniejszyła się nieznacznie jedynie o porady diagnostyczne, choć PZP pomimo ograniczeń była stale czynna. W przypadkach pilnych udzielane były porady bezpośrednie. Prawdopodobnie jednak pacjenci słysząc hasło „poradnie są zamknięte” wstrzymywali się od poszukiwania pomocy ambulatoryjnej. Nie odnotowano zwiększenia ilości zgłoszeń telefonicznych do Punktu Zgłoszeniowo Koordynacyjnego, czego można by oczekiwać. Zmalała również ilość świadczeń bezpośrednich udzielanych przez ZLŚ. Skoncentrowano się na pacjentach niewspółpracujących – zapewniono ciągłość podawania neuroleptyków o działaniu przedłużonym oraz na pacjentach zamieszkujących samotnie. Wykonywano również świadczenia w postaci teleporad.

Pandemia zaskoczyła nas, ale nie wywołała chaosu. Dowiodła jak cenne i wizjonerskie było wprowadzenie w ostatnim okresie do medycyny systemów teleinformatycznych, zwłaszcza możliwości wystawiania e-recept, e- zwolnień, możliwość prowadzenia terapii za pomocą komunikatorów. Przyzwyczaiła nas do spotkań grupowych przez ZOOM, możliwości wymiany myśli, informacji, wzajemnego wspierania się, prowadzenia szkoleń, koordynowania działań. Pokazała jak ważne są również rozwiązania organizacyjne, takie jak wydzielenie odcinków obserwacyjnych na oddziałach psychiatrii. Nauczyła, jak wiele problemów może rozwiązać szybka diagnostyka, zbliżyła do siebie zespoły na co dzień pracujące oddzielnie, pokazała jak ważna jest elastyczność, umiejętność dostosowania się do nowych zadań i sytuacji, wzajemne porozumienie, a także kreatywność i cierpliwość. W ciągu tak niedługiego czasu nauczyliśmy się wykorzystywać możliwości, z których użyteczności nie zdawaliśmy sobie sprawy. Zaczęliśmy żyć i pracować w zupełnie nowy sposób. Nade wszystko jednak udało nam się nie zaniedbać, nie zostawić samym sobie naszych pacjentów.

Wszyscy, zarówno leczący i leczeni, czekamy na wygaśnięcie epidemii. Jest oczywiste, że aktualne działania są tylko sposobem na przetrwanie sytuacji kryzysu i nigdy nie zastąpią bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem. Należy jednak sądzić, że umiejętności i doświadczenia zdobyte w okresie pandemii będziemy mogli wykorzystać w przyszłości zwłaszcza w kontekście poprawy i wzbogacenia metod pracy w sytuacji braku możliwości bezpośrednich kontaktów z pacjentem.

/