TEORIA I PRAKTYKA

Bogusław Habrat

/

Temat „cudownych ziół na wszystko” w terapii różnorakich, najczęściej ogólnikowo określonych („zaburzenia stresowe”, „zachowania nałogowe”, „stres, lęki i depresje”), zaburzeń neuropsychiatrycznych wraca jak melodyjka w głowie padaczkowca. Dotyczy to także ayahuaski, która skupia w sobie niemal wszystkie atrybuty tęsknot współczesnego człowieka: jest antytezą, powszechnie postrzeganej jako toksyczna, syntetycznej „chemii”; jest tania; gdyby nie złośliwe ograniczenia prawne – to i powszechnie dostępna; jej używanie jest wyrazem sprzeciwu wobec tępienia „naturalności” przez zachłanne koncerny farmaceutyczne, wpychające nam swoje drogie syntetyki i łamaniem monopolu na leczenie przez ciasnogłowych medyków, niepotrafiących wyjść poza banalne myślenie kategoriami bełtania w układach neuroprzekaźnikowych i niedocenianie roli mistycyzmu i duchowości.

Społeczeństwa zachodnie, szczególnie amerykańskie, są pustoszone biologicznie i moralnie przez problemy związane z używaniem substancji psychoaktywnych na trudną do wyobrażenia dla nas skalę. Używanie substancji zostało inkorporowane kulturowo, choć często (ale nie zawsze) z negatywną konotacją. Powszechność problemów powoduje konwulsyjne próby rozwiązywania ich na skalę ogólnospołeczną, a nieskuteczność i nieadekwatność tradycyjnych programów profilaktycznych i terapeutycznych powoduje szukanie rozwiązań „niekonwencjonalnych”, „alternatywnych” i „zakorzenionych w naturalnych kulturach”.

Jest i druga kwestia. W uproszczeniu można dokonać dychotomicznego podziału ludzi na obawiających się jakiegokolwiek wpływu czynników zewnętrznych na swoja psychikę i eksperymentatorów, których czasami jedynym celem staje się manipulowanie swoją psychiką substancjami psychoaktywnymi (lub rzadziej i raczej substytucyjnie: technikami relaksacyjnymi, treningiem uważności, medytacjami i kontemplacjami).

Ci pierwsi, systematyczną pracą dochodzą do pozycji prawotwórczych i ograniczają dostęp do budzących ich obawy substancji psychoaktywnych, a ci drudzy, zmarginalizowani swoim eksperymentowaniem, toczą wojny anty-antynarkotykowe o dostęp do wolności, której symbolem jest m.in. prawo do eksperymentowania ze swoją psychiką do doznawania pożądanych, trudnych do zdefiniowania i wyrażenia pojęciowego doznań mistyczno-ekstatycznych, błogostanu i podniecenia, przełamywania „tradycyjnych” wymiarów czasoprzestrzennych, odczuwania jedności w wielości, empatii (zazwyczaj dość egoistycznej) do innych osób, a czasami zwierząt, roślin, przyrody nieożywionej, Kosmosu i Absolutu, poczucia zrozumienia „właściwego” porządku świata.

Przełamanie barier ochronnych już się dokonało: prohibicję alkoholową oczerniono sprowadzając ją do roli gangotwórczej, a marihuanę przemycono jako preparat o właściwościach medycznych mimo niedowiedzionej medycznie jej skuteczności, a dobrze dowiedzionej szkodliwości. Może drogę marihuany warto zduplikować? A potem następne i następne substancje?

Obie grupy: zawiedzonych tradycyjnymi terapiami i domagających się wolności w postaci prawa do eksperymentowania z substancjami psychoaktywnymi, są zainteresowane, choć z odmiennych motywacji, do zwiększenia zainteresowania badawczego terapiami z użyciem „niekonwencjonalnych” substancji. Ci pierwsi chcieliby dostępu do bardziej skutecznych terapii, drudzy do oswojenia społeczeństwa z substancjami, które „przecież są lekami”, a na dodatek naturalnymi. 

W obu przypadkach rozumie się konieczność zastosowania procedur medycznych jako drogi do zde-zdelegalizowania dotychczas nielegalnych substancji psychoaktywnych. Następnym krokiem zwolenników prawa do eksperymentowania z substancjami jest zwiększenie ich dostępności już nie jako preparatów farmaceutycznych, ale jako ogólnie dostępnych preparatów z „apteki matki-natury”. Tak dzieje się w przypadku tzw. „medycznej marihuany”, gdzie zupełnie nie idzie o posiadający pewne właściwości lecznicze kanabidiol, ale o nieścigany prawem dostęp do marihuany, rzekomo używanej w celach medycznych, a najczęściej w celach eufemistycznie zwanych rekreacyjnymi.

Mimo przelotnych i mniej znaczących sprzeciwów, powszechnie uznaje się, że wprowadzenie „naturalnych” procedur terapeutycznych wiedzie wyłącznie przez badania naukowe, recenzowane publikacje, metaanalizy, a w końcu: przez opracowanie standardów i rejestrację procedur, w których pod uwagę bierze się głównie bezpieczeństwo i wyższą, a przynajmniej porównywalną skuteczność.

A że, jak na razie, dominującą formą świadomości społecznej jest nauka, przypatrzmy się, co wiemy i czego nie wiemy; czy dotychczasowe badania spełniały minima poprawności metodologicznej, by śmielej wnioskować? Czy metaanalizy uprawniają pracowników ośrodków naukowych do zakasania rękawów i podjęcia prób klinicznych z prawdziwego zdarzenia i podjęcia prób szybkiego wdrożenia procedur?

Ośrodki naukowe nie odżegnują się od badań nad ayahuaską, badań jest sporo, większość raczej na poziomie badań pilotażowych i publikacji doniesień wstępnych, wnioski sprowadzają się do oceny wyników jako zachęcających do podejmowania dalszych badań. Lata mijają, jakość badań trochę się poprawia, wnioski pozostają te same. Ośrodki badawcze podejmujące się badań zazwyczaj nie należą do wiodących. Czym się różnią wiodące od niewiodących? Te pierwsze mają zazwyczaj lepsze zarządzanie ryzykiem. Trudniej też uzyskać im zgody komisji bioetycznych, jako że przesłanki do podjęcia badań na ludziach są wątłe i niewystarczające.

Czas na metaanalizy. Nieliczne. Z sumiennością odnotowują znaczące postępy i sporą wiedzę w zakresie określania zmiennego składu chemicznego różnych preparatów ayahuaski, przypisywania jej składnikom wpływu lub możliwości wpływu (zbliżona struktura chemiczna) na neuroprzekaźnictwo lub inne funkcje o.u.n. (np. neuroprotekcyjność). Dalej mamy do czynienia z podziwem nad kreatywnością spekulacji odnoszących się do „potencjalnych mechanizmów terapeutycznych”. Te ostatnie nie zostały jednak udowodnione w badaniach klinicznych: znów pojawiają się te same postulaty kontynuowania badań nad potencjalnym wykorzystaniem ayahuaski w terapii.

Terapii czego? No praktycznie wszystkiego związanego z psychiką. Ale głównie: zaburzeń używania innych (groźniejszych) substancji, zaburzeń spowodowanych stresem (w tym głównie – znowu – uzależnień, w których patogenezie główną i dominującą rolę przypisuje się stresowi) i ogromnego worka zaburzeń depresyjno-lękowych (lub odwrotnie).

Ale od dywagacji do faktów. Skromność nakazuje redukcję tematu do zagadnień bliższych limitacjom specjalizacyjnym, czyli addyktologii. Ale i koledzy z innych poddyscyplin psychiatrii śledzący badania nad ayahuaską nie mają zbyt wielu konkretów. Np. dysponujemy zaledwie jedną publikacją z mało licznych (14 vs 15 osób) badań kontrolowanych nad szybkim, „porównywalnym z działaniem ketaminy”, wpływem ayahuaski na depresję lekoporną.1

Wiele mówi się o „ogólnie antyaddyktywnym” (zmniejszenie używania różnych substancji) wpływie ayahuaski. Już sama multipotencjalność wydaje się trochę podejrzana… Najbardziej spektakularne są niedawne badania brazylijskie, które wykazały, że użytkownicy ayahuaski piją przeciętnie mniej alkoholu w porównaniu z ogólną populacją.2 Warto jednak wiedzieć, że w innych badaniach obserwowano zarówno podobne, jak i odwrotne zależności, a chociażby wpływy kulturowo-religijne mogą mieć większe znaczenie niż farmakologiczne działanie ayahuaski.

Kilka dość dobrych prac przeglądowych z lat 2014-2016 stanęło przed problemem naukowego zwerbalizowania spekulacji nad domniemanymi lub rzeczywistymi skutkami terapeutycznymi ayahuaski. W mniejszym stopniu rozważa się mechanizmy neuroprzekaźnikowe3, a w większym podnosi się, dość niejasno pod względem naukowym sprecyzowane, zjawiska i mechanizmy, co do których spekuluje się rolę salutogenetyczną: przeżywanie catharsis, przeżywanie uprzednio tłumionych emocji, generowanie wewnętrznych zasobów do radzenia sobie z emocjami, wspieranie autoanalizy, zwiększenie czujności przed nałogowością zachowań, zwiększenie samoskuteczności i poprawę postrzegania pozytywnych aspektów otoczenia.4,5

Wszystkie te prace przeglądowe borykały się z problemem ograniczenia do opisowości i prób interpretacji wyników, ponieważ badania w większości nie spełniały kryteriów, które umożliwiałyby ich metaanalizę. W opisach prac wykazujących skutki terapii zwraca się uwagę, że większość ośrodków stosowała nie samą ayahuaskę, ale programy łączące jej używanie z zachodnią psychoterapią akademicką, obrzędami religijnymi lub szamanizmem.5 Rzadko opisywano poprawę w ogólnie przyjętych parametrach naukowych (jak np. zmniejszenie spożycia substancji), częściej: w kategoriach pozytywnych zmian osobowości, a i to częściej relacjonowanych niż badanych.

Najnowszy (2019) przegląd badań pod kątem użyteczności klinicznej ayahuaski w zaburzeniach psychicznych wnosi niewiele. Perspektywy terapii ayahuaską nadal mają charakter „obiecujący”, deklaruje się „konieczność kontynuowania badań”, po raz kolejny pobrzmiewa postulat poluźnienia rygorów formalnych i administracyjnych utrudnień.6

Podsumowując: historia z ayahuaską wydaje się zbyt długa, by oczekiwać, że nieoczekiwanie wybuchnie płomień rewolucjonizujący terapię uzależnień. Interesującym zagadnieniem wydaje się jednak kwestia odejścia od redukcjonistycznego paradygmatu człowieka i próby podjęcia rzetelnych naukowo badań nad tak zawiłym zagadnieniem, jakimi są niedostatecznie skonceptualizowane sfery: duchowa, mistyczna, psychodeliczna, metafizyczna, a szczególnie ich rola w dobrostanie, powstawaniu zaburzeń psychicznych i przemianie osobowości, prowadzącej do subiektywnego i obiektywnego funkcjonowania, w tym funkcjonowania bez lub ze zmniejszonym spożyciem substancji psychoaktywnych.

/

Piśmiennictwo:

1Palhano-Fontes i wsp. Psychol Med. 2019, 49: 655-663.

2Barbosa PCR i wsp. Front. Psychiatry, 2018, 9: art 136.

3 PrickettJiLiester M: Hypotheses regarding ayahuasca’s potential mechanisms of action in the treatment of addiction. W: Labateand B i Cavnar C (red.:) The Therapeutic Use of Ayahuasca, Berlin 2014, Springer, 111–132.

4Loizaga-Velder Ai Verres R: J.Psychoactive Drugs 2014, 46:63–72.

5Frecskaiwsp. Frontiers Pharmacol. 2016, 7: art. 35.

6Hammil J iwsp. Curr Neuropharmacology. 2019, 17: 108-128.